-Oczywiście, panie Sparks.- odparła i spakowała swoje rzeczy do torebki.- Do widzenia- powiedziała wychodząc.
-Mhm...
Idąc do rodziców Nevill'a, Hermiona jak zawsze rozmyślała o ich losie. Do końca życia zostaną w tym szpitalu, bez żadnej nadziei na poprawę. Starała się jednak nie myśleć za dużo o nich, bo nie wiedząc dlaczego zawsze potem przypominała sobie o swoich rodzicach. Nie miała pojęcia gdzie są, co robią i czy w ogóle żyją. To ją zabijało, a jako uzdrowicielką wiedziała, że nawet jeśli ich odnajdzie to nie może wrócić im pamięci, bo mogłoby ich to zabić. Złapała z klamę..
-Dzień dobry, jak mija dzień?-zapytała z troską- Nevill? Cześć.
-Część Hermiono.- uśmiechnął się słabo- Przyszedłem im opowiedzieć o naszej rocznicy.
-Chyba im się podobało, bo wyglądają dziś na bardzo szczęśliwych.-poklepała chłopaka po ramieniu- Twoje wizyty dobrze na nich wpływają.
-Wiem, ale zawsze wychodzę od nich ledwo żywy. Wykańcza mnie to psychicznie.- westchnął.
Hermiona bardzo chciałaby go pocieszyć, ale nie potrafiła, więc tylko pogłaskała go po ramieniu. Zbadała Franka i Alicje. Fizycznie wszystko było w jak najlepszym porządku, chwile z nimi posiedziała, po czym zebrała swoje rzeczy i razem z Nevillem wyszła z pokoju.
-Wybieram sie do Ginny i Harry'ego. Może dołączysz do mnie? Na pewno się ucieszą.-zapytała Hermiona.
-Chętnie, ale muszę wracać do Hogwartu. Może innym razem.- podziękował i przytulił Hermione na pożegnanie.
-Jasne. Do zobaczenia.-uśmiechnęła się.
***
-To już chyba wszystko, - powiedziała Hermiona ocierając czoło.- Dziękuję, że pozwoliliście mi się u Was zatrzymać.
-Przestań mi dziękować, bo zaraz kopne Cię w tyłek- zaśmiała się Ginny.
-Ok, ok...To co dziś robimy?- zapytała z uśmiechem Hermiona.
-Mamy gościa na kolacji więc ubierz się ładnie.
-Chyba nie bawisz się znowu w swatkę,co?-zapytała z nadzieją Hermiona.
Ginny tylko się uśmiechnęła i wygrzebała z walizki Hermiony czarne eleganckie spodenki i satynową biała koszule.
-Załóż to i te szpilki, które miałaś na moich urodzinach. Będzie bosko.- puściła jej oczko.
-Chyba z powołaniem się minęłaś.-zaśmiała się.- Dobrze, ale dowiem się kim są Ci goście.
-Jak przyjdą to się dowiesz.- Ginny pokazała jej język i wyszła z pokoju.
Po około dwóch godzinach przygotowań i prób okiełznania swoich włosów, Hermiona była gotowa na kolację. Wyglądała nawet znośnie. Szorty w połączeniu ze szpilkami fajnie eksponowały jej nogi, a w koszuli zostawiła kilka rozpiętych guzików, żeby całkiem nie zasłaniać biustu, bo przecież nie chciała wyglądać jak zakonnica. Włosy starannie upięła, ale jak zwykle kilka niesfornych kosmyków opadało jej na twarz. Kiedy zakładała czarne skórzane szpilki na platformie usłyszała dzwonek do drzwi wejściowych.'No to idziemy'-pomyślała. Jednym machnięciem różdżki posprzątała bałagn, który został po przygotowaniach, potem zgasiła światło i wyszła z pokoju.
W salonie panowało takie poruszenie, że Hermiona nie była w stanie rozpoznać po głosie kto się tam znajdował. Schodząc ze schodów, spojrzała w dół i już wiedziała, kto był tym tajemniczym gościem. Ron z dziewczyna, Zabini z jakąś blondyną i oczywiście Malfoy. Jako pierwszy zauważył ją Harry i zaprosił machnięciem ręki, aby do nich szybko dołączyła. Chwile później spojrzenia Hermiony i Draco spotkały się. Chłopak wpatrywał się w nią ze zdumieniem. Ona tylko się do niego uśmiechnęła.
-Cześć wszystkim- przywitała się schodząc dalej.
-Hermiono, szkoda, że w Hogwarcie tak się nie ubierałaś.- zażartował Blaise.
-Panował trochę inny dress code z tego co pamiętam.- zaśmiała się- Miło Cię widzieć. Hermiona- przedstawiła się i podała rękę dziewczynie Zabini'ego.
-Kat, miło mi- uśmiechnęła się blondynka.
-To co? Siadamy do kolacji- zawołała Ginny- Napewno będzie Wam smakować, bo gotował Harry. Większość z Was wie, że nie odziedziczyła zdolności kulinarnych po mamie.- ruchem ręki zaprosiła ich do jadalni, która oczywiście jak cała reszta domu była przepiękna.
Wszyscy zajęli miejsca przy stole. Hermiona usiadła jako ostatnia, kiedy niestety pozostało tylko miejsce na przeciwko Draco. Chwile później Harry machnął różdżka i na stole pojawiło sie całe mnóstwo jedzenia.
-Smacznego- zawołał.
Wieczór upływał bardzo przyjemnie,rozmowy nie cichły nawet na chwile, a wybuchy śmiechu towarzyszyły im co chwile. Ginny, Hermiona i Jessica koczyły drugą butelkę wina, więc Hermiona postanowiła pójśćpo kolejną. Zeszła do piwnicy, a wracając natknęła się na Draco.
-Dobry wybór.- powiedział opierając się o ściane.
-Dziękuje. Mój tata był koneserem wina, więc kilku rzeczy mnie nauczył.- posmutniała na samą myśl o ojcu.
-Wyglądasz świetnie.- zagaił.
-Hmmm...?- wyrwał ją z letargu. -A tak... Dziekuje. Ty też niczego sobie
-Wszystko w porządku?- zapytał z dziwną jak na niego troską.
-Tak, ale chyba muszę się przewietrzyć.
- Potrzebujesz towarzystwa?- zapytał.
-Chętnie, tylko zaniosę im tylko tą butelkę.
- Poczekam, przy wyjściu.
Hermiona powiedziała przyjaciółkom, że musi się przewietrzyć i zaraz wróci. Ginny się zaniepokoiła, ale kiedy usłyszała, że będzie z nią Draco od razu się szeroko uśmiechnęła. Draco, czekał na nią przed drzwiami, uśmiechną się szeroko i razem wyszli na zewnątrz. Idąc uliczkami Doliny Godryka rozmawiali.
-To opowiadaj co działo się u Ciebie, przez ostatnie 4 lata. Nie wróciłeś do Hogawrtu. Dlaczego?- zapytała zaciekawiona Hermiona.
-Cóż... Było mi zwyczajnie wstyd. Nie potrafiłem, żadnemu z Was spojrzeć w oczy. Dopiero w ty roku zebrałem się w sobie na odwagę i wróciłem na stare śmieci. Zatraciłem się w pracy. Praktycznie nie wychodziłem z biura.- odpowiedział.- Tak naprawdę odżyłem, kiedy zamknęli ojca kilka miesięcy temu.
-I żadnej dziewczyny, zauroczenia czy miłości?
-Hermiono, oczywiście, że nie prowadziłem, życia mnicha. Czasem wychodziłem z Blasie'em do klubów czy barów i jakieś dziewczyny się kręciły, ale żadna nie na dłużej niż jedną noc. Ale miłość? Nie, A ty? Z tego co widzę to z Ronem nie wyszło.
- No, nie wyszło. Zerwaliśmy zaraz po powrocie do Hogwartu. Pod koniec dotarło do mnie, że jest dla mnie jak brat. Kocham go, ale nie taką miłością jakiej oczekiwał. Źle to zniósł, ale już jest między nami okej. A potem same toksyczne związki.- westchnęła na koniec- Miłość jest pokręcona.
- Ja nawet nie znam tego uczucia. A chciałbym poznać i to nawet bardzo, ale...- przerwał.
-Ale co?-Hermiona dopytywała.
-Ale nadal żadna chyba mi nie odpowiada.
-Może masz zbyt duże wymagania- zaśmiała się.- Przecież wiadomo, że pan Malfoy nie zadowoli się byle czym.
-Być może tu leży problem, albo żadna nie zasługuje na takiego przystojnego i inteligentnego faceta jak ja.- zażartował.
-I jakiego skromnego.- dodała Hermiona i przewróciła oczami.
-To moja najlepsza cecha.- posłał jej sójkę w bok.- Dobrze mi się z tobą rozmawia, nie osądzasz mnie jak inni.
-A kim ja jestem, żeby oceniać? Każdy popełnia błędy i ma do tego prawo. Jesteśmy tylko ludźmi.
Rozmawiali i krążyli po okolicy jeszcze około godziny. Pewnie trwało by to dłużej gdyby Ginny nie zaczęła ich szukać. Wrócili do domu i usiedli przed kominkiem z reszta znajomych. Hermiona była zdziwiona tym jak dobrze jej się rozmawiało z Draco, pomimo wszystkiego co wydarzyło się miedzy nimi w Hogwarcie. Nie rozpamiętywała tego, bo domyślała się dlaczego on taki jest. Zaborczy i wymagający ojciec, nieszczęśliwe dzieciństwo, wszyscy oczekiwali od niego, że będzie śmierciożercą. Instynkt samozachowawczy kazał mu być takim. Z drugiej strony jednak do końca mu nie ufała i nie była do końca przekonana co do szczerości jego zachowania. Złapała się na tym, że przy tych przemyśleniach przygląda mu się, co zauważyła Ginny. Hermiona spojrzała na nią pytająco, na co Ruda tylko z wielkim uśmiechem wzruszyła ramionami.
O 2 w nocy w domu Harry'ego i Ginny zostali tylko Zabini z Kat i Draco. Zaczeli się powoli żegnać. Hermiona stanęła przy poręczy schodów i zerkała na zegarek, kiedy podszedł do niej blondyn.
-Miło się gadało. Dziękuje- powiedział i pocałował dziewczynę delikatnie w policzek.- Mam nadzieje, że jeszcze się spotkamy.
-Byłoby miło- odparła wciąż oszołomiona.
-I na pewno będzie.- puścił jej oko i poszedł pożegnać się z resztą.
***
Następnego dnia rano, Hermiona czytała książkę w pokoju Gościnnym przyjaciół, kiedy drzwi otworzyły się z impetem i wpadła przez nie Ginny.
-Dobra, opowiadaj w tej chwili co robiliście wczoraj tyle czasu sami- zawołała jeszcze na progu a potem rzuciła się z impetem na łóżko.
-Rozmawialiśmy- odpowiedziała.
-Tylko? Serio?- zapytała, na co Hermiona tylko przytaknęła kiwnięciem głowy- Zawiodłam się na tobie. Takie ciacho, a wy tylko rozmawialiście?
-A co mieliśmy robić? Miałam się rzucić na niego, żebyś lepiej się poczuła?
-Patrzyliście na siebie jakbyście właśnie to chcieli zrobić.
-Bardzo śmieszne. Czy ty siebie słyszysz?- zdenerwowała się Hermiona.- To, że ze sobą rozmawialiśmy to wcale nie oznacza, że chce mu wskoczyć do łóżka. I uprzedzając kolejne pytania. Nie zrobię tego.
-Nie mów hop...- zaczęła.
-Wyjdź, proszę- Hermiona pokazała dziewczynie drzwi.
-Jak sobie chcesz- obrażona Ginny wstała i wyszła z pokoju.
***
Draco siedział w swoim biurze nad sterta dokumentów i nie mógł się skupić. Cały czas myślał o niej. O tym jak pięknie wyglądała i jak nie mógł tego wcześniej zauważyć. Jedyne co chciał w tej chwili zrobić to zabrać ją gdzieś daleko stąd. Chciał coś zrobić, ale wiedział, że jeśli zrobi jakiś poważniejszy krok to ją wystraszy. Żadna kobieta tak na niego nie działała, 'Wyślę jej kwiaty'- pomyślał i od razu złapał za telefon. Wykręcił numer do najlepszej kwiaciarni w Londynie. Kilka minut po telefonie usłyszał poruszenie za drzwiami gabinetu.
-Pan Malfoy zabronił kogokolwiek dziś wpuszczać.- zawołała Abbie.
-Mnie na pewno chce zobaczyć-usłyszał głos Blasie'a i odgłos otwieranych drzwi- No siema stary. Nie odbierasz, nie dajesz znaku życia. Co jest z tobą?
-A co ma być? Pracuje. -odpowiedział.
-Słuchaj chciałem się z Tobą skontaktować, bo jest impreza. Ale nie taka zwykła. To impreza roku. Musimy tam być-zawołał podekscytowany.
-Nigdzie się nie wybieram.
-To dobrze... Czekaj... Co? Jak to się nie wybierasz?
-Nie mam ochoty, a poza tym mam dużo pracy.
-A nie ma to przypadkiem nic wspólnego z tą małą Granger? Bo coś mi tu nie gra. Nigdy nie odmawiałeś sobie imprez
-Już Ci tłumaczyłem, że nie mam ochoty i nie ma to nic wspólnego z Hermioną. A teraz z łaski swojej wyjdź z mojego gabinetu.
-Nie wyjdę dopóki nie powiesz, że pójdziesz.- i rzucił się na fotel naprzeciwko Draco.
-Jestem umówiony.
-Z Granger?- przeciągnął się.
-Nic ci do tego, Zabini- obruszył się blondyn.
Blaise wzruszył ramionami i zarzucił ręce na głowę. Draco spojrzał na przyjaciela krzywo i wrócił do sterty dokumentów. Chwile później zadzwonił telefon.
-Halo? Harry? Co się stało?- odebrał i wsłuchiwał się z uwagą koledze. Z każdym zdaniem wyraz jego twarzy zmieniał się, aż wreszcie przybrał formę niewyobrażalnej wściekłości.-Dzięki za informacje- wycedził i odłożył słuchawkę.
-Co sie urodziło?-zapytał Zabini.
-Ojciec uciekł z Azkabanu.- powiedział i uderzył pięściami w stół.
-Nie wyjdę dopóki nie powiesz, że pójdziesz.- i rzucił się na fotel naprzeciwko Draco.
-Jestem umówiony.
-Z Granger?- przeciągnął się.
-Nic ci do tego, Zabini- obruszył się blondyn.
Blaise wzruszył ramionami i zarzucił ręce na głowę. Draco spojrzał na przyjaciela krzywo i wrócił do sterty dokumentów. Chwile później zadzwonił telefon.
-Halo? Harry? Co się stało?- odebrał i wsłuchiwał się z uwagą koledze. Z każdym zdaniem wyraz jego twarzy zmieniał się, aż wreszcie przybrał formę niewyobrażalnej wściekłości.-Dzięki za informacje- wycedził i odłożył słuchawkę.
-Co sie urodziło?-zapytał Zabini.
-Ojciec uciekł z Azkabanu.- powiedział i uderzył pięściami w stół.
***
Mam nadzieje, że siępodobało. Czekam na komentarze:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz