niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 2.

    Hermiona i Ginny siedziały w salonie i przeglądały kolejne katalogi sukien ślubnych popijając przy tym czerwone wino z kolekcji Potter'ów. Żadna z nich nie miała pojęcia, że istnieje, aż tyle rożnych kroi, odcieni bieli i rodzai dekoltów. Każda była inna i na swój sposób wyjątkowa. Ginny najchętniej kupiła by wszystkie i widać było, że trochę przytłacza ją tak duża różnorodność.
-Wiesz chociaż mniej więcej jak chcesz wyglądać?-zapytała trochę już zmęczona Hermiona, dla której wszystkie suknie zaczęły się zlewać w jedną.
-Chce, żeby Harry wzruszył się kiedy mnie zobaczy.- uśmiechnęła się nieśmiało Ginny.
-To wystarczy, że założysz worek po kartoflach.- zaśmiała się Granger.- Kocha Cię ponad wszystko i dla nie go najważniejsze będzie, że wreszcie będziesz tylko jego.
-Miona, dobrze wiesz o co mi chodzi. Chce wyglądać jak księżniczka.
-Wiem, wiem. Śmieje się tylko i chodzi mi o to, że nie ważne, którą wybierzesz to i tak dla niego będziesz najpiękniejszą panną młodą na świecie.- usprawiedliwiła się Hermiona i oparła wygodnie na kanapie.- Mi by chyba mózg eksplodował jakbym musiała coś wybrać.
-Ciebie też to czeka kochana i już nawet mam pomysł na twój wieczór panieński.- uśmiechnęła się zadziornie Ginny.
- Mam nadzieje, że dotyczy on jakiegoś bardzo przystojnego i zbudowanego niczym Adonis pana z bardzo dobrym wyczuciem rytmu.
- Zobaczymy- zaśmiała się Ginny- O! Cześć Kochanie! Co tak wcześ...
      Ginny przerwała w połowie zdania widząc minę narzeczonego. Stało się coś złego. Żadna z kobiet nie widziała o w takim stanie od czasu bitwy o Hogwart. Mężczyzna rzucił swoja teczkę na fotel, sam opadł na kanapę oparł łokcie na kolanach chowając twarz w dłoniach. Kobiety spojrzały na siebie zdziwione i jednocześnie zmartwione. Harry rzadko kiedy bywał  wściekły od kiedy w jego umyśle nie gościł Voldemort.
-Harry? Skarbie?- zaczęła ostrożnie Ginny.- Co się stało?
     Po tych słowach Harry wstał gwałtownie z kanapy zaczął chodzić nerwowo po pokoju trzymając się za głowę.
-Co się stało? Zaczynamy się martwić?- wtórowała jej Hermiona.
-Co się stało? Co się stało?!- chłopak krzyknął tak gwałtownie, że obie kobiety podskoczyły na swoich miejscach.- Ten parszywy gnojek i menda społeczna Lucjusz skurwysyn Malfoy uciekł! Rozumiecie?! Uciekł!
-Co?!- pisnęła Hermiona stanowczo za wysoko- Ale... Jak? Kiedy? Jak to w ogóle możliwe?
-Właśnie! Jak?!- krzyczał Harry nadal krążąc po pokoju- Był najlepiej strzeżonym więźniem w Azkabanie! A przynajmniej tak mi się wydawało!
-Harry kochanie proszę Cię usiądź i uspokój się.- powiedziała nieśmiało Ginny i wskazała miejsce obok siebie.
- Ginny jak mam się uspokoić, co? Szukałem go ponad trzy lata! Trzy lata!- przy ostatnich dwóch słowach uderzył pięścią w ścianę z całej siły. Po chwili przyłożył czoło do ściany i jeszcze kilkukrotnie powtórzył te czynność.- Jak oni mogli na to pozwolić!?Jak?!- Mężczyzna odwrócił się plecami do ściany, osunął się po niej i schował twarz w dłoniach. Ginny natychmiast do niego podbiegła i niepewnie przytuliła.
       Trwali w takiej pozycji przez dłuższą chwile. Hermiona siedziała na kanapie wciąż w takiej samej pozycji, a oczy miała wlepione w parę przyjaciół . Patrzyła na nich, ale ich nie widziała. Lucjusz Malfoy. Uciekł. Ta myśl, krążyła w jej głowie. Najgorszy z najgorszych. Po śmierci Voldemrta to właśnie z nim mieli największy problem. Groził wszystkim członkom Zakonu, ze złości torturował i zabijał niewinnych mugoli, a na koniec próbował zamordować własną żonę. Po prostu oszalał. Nie docierała do niego myśl, że jego pan nie żyje. Bali się, co się może stać i od czego, a raczej od kogo teraz zacznie. Kobietę z letargu wyrwało walenie do drzwi. Przestraszona podeszła do nich i delikatnie je uchyliła. Drzwi z impetem otworzyły się na oścież.
-D-Draco?- szepnęła zdziwiona Hermiona.
-Potter?! POTTER!- zaryczał blondyn.
-Tutaj- zawołał Harry.
     Mężczyzna wstał i wyszedł naprzeciw Draco. Wyciągnął do niego rękę, aby się przywitać, ale on to zignorował. Harry spojrzał na narzeczoną i poszedł dalej za blondynem.
-Potter wyjaśnij mi proszę jak do cholery do tego doszło?! Jak?!- był okropnie wściekły. Żadne z byłych Gryfonów nie widziało go w taki stanie. Poczerwieniał cały, oddech miał przyśpieszony, a dłonie tak mocno ściśnięte w pięści, że aż kłykcie mu zbielały.
-Też chciałbym to wiedzieć. Był więźniem numer jeden. Mieli pilnować go 24 godziny na dobę. Jedyne co przychodzi mi do głowy to to, że miał kogoś wewnątrz.- Harry był załamany i bezsilny.
-Mieliście go pilnować! Miał tam siedzieć do usranej śmierci! Czy wy nie jesteście w stanie zrobić niczego dobrze?! Naprawdę?! Niczego?!- młody Malfoy stał przed Harry i po prostu się na niego wydzierał.
-Malfoy przestań się wydzierać! Ty myślisz, że ja tego chciałem?! Straciłem ponad trzy lata życia na tego gnojka! Kazałem im go pilnować! Mieli dokładne wytyczne od ministra jak mają z nim postępować!
      Stali naprzeciwko siebie i wyglądali jakby mieli się na siebie rzucić. Hermiona i Ginny stały zboku i przyglądały się tej wymianie zdań z szeroko otwartymi oczami. Oddech Draco powoli zwalniał, a wyraz twarzy delikatnie złagodniał. Już nie wyglądał na wściekłego, ale przestraszonego. Odwrócił się plecami do Pottera i złapał się za głowę. Przez chwile stał nieruchomo, żeby po chwili bezwładnie opaść na fotel obok niego. Przyjaciele popatrzyli na siebie z przerażeniem.
-Potter? Powiedz, że moja matka jest bezpieczna.- jego głos się łamał.- Wiesz, że najpierw pójdzie po nią.
-Nigdy jej nie znajdzie. Obiecuje. Tak naprawdę nikt nie wie gdzie jest w tej chwili. Zaraz jak się dowiedzieliśmy o ucieczce, każdemu kto o tym wiedział osobiście wymazałem wspomnienia na ten temat.I wiem o tym tylko ja, a wiesz , że ze mnie tego nie wyciągnie. - starał się pocieszyć blondyna Harry.- I myślę, że trzeba przydzielić Ci ochronę.
-Mi? Chyba żartujesz. Poradzę sobie z nim i jeśli chce żyć to lepiej, żeby do mnie nie przychodził. Zabije gnoja bez mrugnięcia okiem!-Ostatnie zdanie wykrzyczał i uderzył pięścią w poręcz fotela.
-Draco to twój ojciec- wyrwało się Hermionie, która po chwili pożałowała tego co powiedziała.
-Ojciec?! Oszalałaś Granger?! Przestał nim być dla mnie dawno temu! A tak właściwie to nigdy nim nie był! On próbował zabić moją matkę! Zabić! Rozumiesz!?- wykrzyczał patrząc dziewczynie prosto w oczy.
      Hermiona spuściła głowę i karciła się w myślach, za to co powiedziała. Oczywistym było to, że go nienawidził. Nie wiedziała dlaczego, ale krzyki Malfoya ją zabolały. Ta napięta atmosfera jej zaczynała bardzo przeszkadzać, więc wyszła do kuchni, napełniła czajnik i postawiła na kuchence. Oparła się o blat i uniosła głowę zamykając oczy. Wiele myśli krążyło jej w głowie, ale ta najważniejszą i najbardziej męczącą była ta, że teraz żadne z nich nie jest bezpieczne.
-Hermiona? Wszystko ok?- zapytała niepewnie Ginny.
-Nie.- powiedziała spoglądając na przyjaciółkę.- Znowu będziemy musieli na każdym kroku uważać. Czasem tak sobie myślę, że mogliśmy ich wszystkich oddać w ręce dementorów i po problemie. Ale okazaliśmy się miłosierni i musieliśmy okazać łaskę.
-Też tak czasami mam. Praktycznie żaden z nich na swoim procesie nie okazał skruchy. A Malfoyem się nie przejmuj.- podeszła do Hermiony i pogłaskała ją po ramieniu.
-Nie powiem, trochę mnie wystraszył, ale go rozumiem. To znaczy ciężko powiedzieć, że rozumiem co w tej chwili czuje. Mogę się tylko domyślać- westchnęła i zdjęła czajnik z gazu.-Herbaty?
-Chętnie. Harry'ego znowu nie będzie całymi dniami w domu. Tak jak wcześniej złapanie go będzie dla niego najważniejszą rzeczą.- ruda posmutniała.- Już myślałam, ze mamy ich wszystkich z głowy.
       Hermiona dokończyła robić herbatę, podała ją przyjaciółce i stanęła  obok niej.  Obie wpatrywały się w parujący napój nie wydając z siebie żadnego dźwięku pogrążone we własnych myślach. Hermiona była przerażona tym co się wydarzyło. Wiedziała, że nie może się czuć bezpieczna. Po ukończeniu Hogwartu ona, Harry i Ron byli wrogami numer jeden pozostałych na wolności śmierciożerców i dopóki nie zostali wszyscy złapani na każdym kroku towarzyszył jej auror przydzielony dla niej z ministerstwa. Na każdym kroku była pilnowana. Wiedziała, że to dla jej bezpieczeństwa, ale czuła się ograniczona i przytłoczona ciągłą obserwacją. Dlaczego to znowu nas spotyka?. Z zamyśleń wyrwał je Harry, który wszedł do kuchni. Pocałował narzeczoną delikatnie i uśmiechnął się do niej słabo.
-Za jakąś godzinę teleportuje się do nas pierwsza zmiana ochrony. - powiedział podkradając Ginny łyk herbaty, po czym spojrzał na Hermionę i dodał.- Myślę, że lepiej będzie jeśli zostaniesz u nas dopóki ta cała sytuacja się nie wyjaśni i żadnych ale. A ty kochanie masz urlop.
-Urlop? Oszalałeś?! Nie możesz mnie wysyłać na urlop za każdym razem kiedy robi się niebezpiecznie. Harry jestem aurorem tak samo jak ty, nie mogę przesiadywać w domu, kiedy ty szukasz tego dupka.- zaprotestowała Ginny.- I nawet nie próbuj mnie powstrzymać, bo będę normalnie chodzić do pracy.
-Ale skarbie...- zaczął Harry
-Żadnych ale. Wiesz doskonale, że potrzebna jest teraz pełna gotowość KAŻDEGO aurora, a tak się składa, że twoja piękna narzeczona też nim jest.- powiedziała opierając ręce na biodrach.
     Hermona wiedziała, że ta wymiana zdań szybko się nie skończy, więc zabrała swój kubek i bokiem wyślizgnęła się do salonu. Ku jej zdziwieniu nadal siedział w nim Draco. Wpatrywał się tępo przed siebie. Jego twarz nie wyrażała absolutnie żadnych emocji, za to oczy mówiły wszystko. Hermiona nie wiedziała, które uczucia przeważają. Wściekłość czy strach. Kobieta podeszła do barku i nalała do szklanki Ognistej Whisky, wyczarowała kilka kostek lodu i niepewnie podeszła do blondyna.
-Będzie dobrze. Zobaczysz.- powiedziała do mężczyzny i podała mu trunek.
-Co? Tego nie wiesz. - warknął.
-Dobrze już nic nie mówię. - prychnęła i usiadła na kanapie.
-Kłócą się?- wskazał głową na drzwi prowadzące do kuchni.
-Taaaa. Harry chce wysłać Ginny na przymusowy urlop.-westchnęła przewracając oczami.
-I ma racje.
-Typowy facet. Robi się niebezpiecznie to kobieta ma zostać w domu. Ginny jest aurorem, tak dobrym jak on.
-Może zginąć.
-Tak, może. Taką drogę życiową wybrała, wiedziała z czym to się wiąże i czy nam się to podoba czy nie musimy to uszanować.- Hermiona stanęła murem za rudą. Też się o nią bała, ale wiedziała również, że żadna siła nie zatrzyma jej w domu.
-Moja kobieta nie miała by nic do gadania.- odpowiedział jej krótko.
-Pfff...Biedna.- prychnęła.
-W życiu nie pozwoliłbym swojej narzeczonej czy żonie na niepotrzebne narażanie życia. Wystarczy, że straciłem matkę.- nagle bardzo posmutniał.
-Przecież ona żyje.
-Wiem. Niby mam świadomość tego, że jest bezpieczna, że nic jej nie grozi,ale nie widziałem jej, ani z nią nie rozmawiałem od prawie czterech lat.
      Hermiona poczuła jak łzy gromadzą się pod jej powiekami. Doskonale wiedziała, co blondyn czuje. Sama nie miała zielonego pojęcia, gdzie podziewają się jej rodzice. Wielokrotnie próbowała ich odnaleźć, ale na próżno. Po policzku spłynęła jej pojedyncza łza, którą natychmiast wytarła wierzchem dłoni. Przekierowała swoje myśli na inny tor.
-Nie możesz zamknąć kobiety w domu.
-Dlaczego?- zdziwił się Draco.
-A dlatego, że byłaby nieszczęśliwa.To chyba oczywiste. Wy mężczyźni macie takie ciasne umysły.- odparła zniesmaczona.
-Za to wy kobiety jesteście uparte jak osły.- zripostował ją Draco i z triumfalnym uśmieszkiem spojrzał na nią.
     Przez chwile się uśmiechał i patrzył na Hermione. Przez ten krótki moment zapomnieli o wydarzeniach tego dnia. Kobieta ostentacyjnie przewróciła oczami co bardzo rozśmieszyło Dracona.
-Wy kobiety. Z wami źle, ale bez was jeszcze gorzej.
-To powiedzenie chyba tyczy się mężczyzn z tego co pamiętam.- zaśmiała się Hermiona.
-Harry ostatni raz powtarzam, że nie zostanę w domu! I ostrzegam, że jeśli zrobisz cokolwiek, żeby mnie w nim zatrzymać wbrew mej woli to żadnego, powtarzam ŻADNEGO ślubu nie będzie!- z kuchni nagle wypadła Ginny, cała czerwona na twarzy, a tuż za nią Harry. Ruda spojrzała na przyjaciółkę zapuchniętymi oczami i szybko pobiegła schodami na górę. Narzeczony poszedł w jej ślady.
-Robi się tu trochę gęsta atmosfera. Co ty na to, żebyśmy skoczyli na kawę albo jakiś obiad?- zapytał Draco kasztanowłosej, która odprowadzała Harry'ego wzrokiem.
-Co? My? Razem?-  zszokowana zapytała pokazując palcem to na siebie to na blondyna.
-No my. A czemu nie?
-Nie jestem pewna czy to dobry pomysł.- Hermiona nie wyobrażała sobie ich spotkania.- Zresztą to niezbyt odpowiedzialne biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności.
-A. No w sumie racja.- zamarkotniał, a po chwili znowu się uśmiechnął.- To może do mnie? Potter mówił, że pod moim domem już są aurorzy.
      Wyglądał jak małe dziecko, które prosi o zabawkę. Hermiona biła się ze sobą w myślach przez chwile, ale spojrzenie blondyna ją rozbrajało. Mimowolnie się uśmiechnęła po czym niepewnie kiwnęła głową na zgodę. Draco się rozpromienił i nie czekając złapał ją za nadgarstek. Hermiona poczuła dziwne dotąd nie znane mrowienie. Po kilku sekundach poczuła znajome szarpnięcie w okolicy pępka i stali przed drzwiami apartamentu Malfoya. Miał racje, stali już tam aurorzy. Jednym z nich był Dean, a drugi nieco starszy, ale nie znany Hermione. Znajomy z Hogwartu wyglądał na bardzo zdziwionego obecnością kobiety, na co ta tylko niepewnie się do niego uśmiechnęła wzruszając ramionami.Na Merlina! Jak to musi wyglądać! Ja z Malfoyem! Sama! karciła się w myślach za swój brak asertywności. Po krótkiej rozmowie z aurorami weszli do mieszkania. Hermiona z tego wszystkiego nawet nie zauważyła, że ich dłonie splecione są w uścisku. W tym samym momencie w którym to zauważyła odskoczyła od niego jak poparzona. Blondyn się nie odezwał tylko spojrzał na nią zdziwiony i jednocześnie zmieszany.
-Witam w moich skromnych progach- powiedział i teatralnie wskazał ręka na apartament.
-Skromnych?
     Szczęka jej opadła. Mieszkanie było przepiękne, bardzo minimalistyczne, ale oszałamiające. Wszystko było czarne, białe albo srebrne. Hermiona nie wiedziała na czym ma zawiesić oko. Na ogromnych skórzanych kanapach, podłodze która wręcz lśniła, aneksie kuchennym, czy ogromnym telewizorze wiszącym na ścianie. Nieśmiało weszła głębiej nieświadoma tego, że jej szczęka nadal jest opuszczona.
-Granger zamknij buzie.- zaśmiał się Draco- Napijesz się czegoś?
-Eee...? A tak... Chętnie.- zmieszana podążyła za blondynem, który był już w kuchni. Usiadła na barowym krześle, który stał przy ogromnej wyspie kuchennej.- Chyba powinnam zdjąć buty, bo porysuje ci obcasami ta wymuskaną podłogę.
-Lubię cię w szpilkach- powiedział z zawadiackim uśmiechem- A podłogą się nie martw, najwyżej wymienię. Stać mnie.
-Na każdym kroku musisz przypominać jak obrzydliwe bogaty jesteś?- za wszelką cenę starała się udać, że pierwsze zdanie wypowiedziane przez niego w ogóle jej nie ruszyło.Nie daj się. Te trzy słowa Hermiona powtarzała w swojej głowie jak mantre.
-Nie mam się czego wstydzić. Zresztą to świetnie działa na kobiety.-odpowiedział podając kobbiecie gotowego drinka. Znowu ich dłonie się spotkały. I znowu ten dziwny dreszcz.
-Chyba masz na myśli jeden typ kobiet.- skwitowała Hermiona zabierając pospiesznie kieliszek.
-Dla młodego kawalera, który nie zamierza się ustatkować taki typ kobiet na początku w zupełności wystarcza. - odpowiedział i jednym machnięciem różdżki włączył muzykę.
-Ostatnio mówiłeś, że chcesz się ustatkować. Zaprzeczasz sam sobie Malfoy.- wypiła łyk drinka.
-Chce, ale to nie zmienia faktu, że wykorzystywałem swoje pieniądze do poznawania kobiet.
-Poznawania? Delikatnie to ująłeś.- na jej twarzy pojawił się grymas zniesmaczenia. Wstała i podeszła z kieliszkiem do wielkiego panoramicznego okna. Widok zapierał dech w piersiach. Nie wiedziała jak wysoko się znajdują, ale widziała cała panoramę Londynu. Złapała głęboki oddech i dalej wpatrując się w okno zebrała się na odwagę zapytała- Dlaczego ty ze mną rozmawiasz?
-Co masz na myśli?- spytał wyczuwalną niepewnością w głosie.
-W Hogwarcie było inaczej. Naszym rozmów nie można w ogóle  nazwać rozmowami. Określiłabym je raczej kłótniami i awanturami. I powiedzmy sobie szczerze, że uważałeś się za lepszego, a mnie niejednokrotnie nazwałeś szlamą.- na sam dźwięk tego słowa Hermiona poczuła nieprzyjemny dreszcz. Kątem oka, w szybie zauważyła, że Draco to słowo też odrzuciło.
-Bałem się, że wreszcie o to zapytasz. -odpowiedział po chwili milczenia-Wiem, że to może kiepskie wytłumaczenie, ale w przeciwieństwie do Ciebie nie zostałem wychowany na dobrego człowieka, tylko na szuje. W końcu dziedzic rodu Mafoy'ów musi na pierwszym miejscu stawiać czystość krwi.
-To tym bardziej nie rozumiem dlaczego ze mną rozmawiasz. W moim przypadku nic się nie zmieniło i nadal pochodzę z rodziny mugoli.- nie miała zielnego pojęcia o co mu chodzi. Jest miły, nie wyzywa jej, nie wyśmiewa, a nawet dała by sobie rękę uciąć, że z nią flirtuje.
-Hermiono...- urwał i spuścił głowę- Ja... Sam nie wiem, Owszem po bitwie moje podejście do czarodziei i czarownic o innym pochodzeniu się zmienił. W sumie to gadałem takie rzeczy bo to wyrył mi ojciec i cała jego rodzina w głowie, ale większość moich zachowań w szkole wychodziła naturalnie. Wtedy nie czułem, że robię coś złego.
      Milczeli i nie patrzyli nawet w swoja stronę. Hermiona obeszła powoli całą wyspę kuchenna dotykając opuszkami palców blatu. W jej głowie odbywała się gonitwa myśli. Na pierwszy rzut oka zmienił się, ale nie wiedząc czemu nie ufała mu. Czy człowiek może wysyłać, aż tak sprzeczne sygnały? Czy możliwym w ogóle jest, żeby Gryfonka i Ślizgon mogli przebywać w jednym pomieszczeniu bez chęci zamordowania się nawzajem? Czy dreszcze które odczuwała przy przypadkowych spotkaniach się ich dłoni coś oznaczały? Najważniejszym pytaniem jednak pozostało to czy Ślizgon, zagorzały niegdyś gnębiciel szlam całkowicie odrzucił swoje przekonania? Draco siedział na blacie kuchennym i ze spuszczoną głową wsłuchiwał się w odgłos stukania obcasów.. Przystanęła wreszcie naprzeciwko niego i załapała się dłońmi za ramiona.
-To tylko gra, prawda? - zapytała. Blondyn uniósł głowę i ze zdziwieniem spojrzał na nią.- Ta cała zmiana? A mnie pewnie chcesz zaciągnąć do łózka, co?
-Co proszę?- minę miał jakby Hermiona powiedziała coś niezwykle zabawnego- Granger, jakbym chciał cię zaciągnąć do łóżka to już byś w nim leżała i dziękowała.
- A jednak...- pokręciła głową.- Nic się nie zmieniłeś. Prędzej by piekło zamarzło, a świnie zaczęły latać niż ja wylądowała z TOBĄ w łóżku.
-Nigdy nie mów nigdy.- zaśmiał się Draco ostentacyjnie poprawiając swoje blond włosy.
-Fuuuj. Teraz będę miała koszmary. Dziekuje Ci bardzo Malfoy.- uderzyła go lekko w ramię.
     Malfoy zeskoczył z blatu i zaczął zbliżać się do Hermiony. Złapał jeden z kosmyków jej włosów i założył jej za ucho dotykając opuszkami jej policzka. Znowu ten dreszcz. Ciekawe czy on też to czuje. Stala twardo nie ruszając się nawet o centymetr z kamienna twarzą.  Podszedł jeszcze bliżej. Tak blisko, że ich nosy się prawie stykały.
-Aż tak ze mną źle? Nie podobam ci się Granger?- szepnął unosząc delikatnie kąciki ust.
      Hermiona ostatkiem sił i rozsądku zebrała się w sobie. Onieśmielał ją, ale za żadne skarby nie mogła mu tego pokazać.
-Wygląd to nie wszystko.- odparła mu na ucho dotykając swoim policzkiem jego.- Jeśli chodzi o mnie to musiałbyś się dużo bardziej postarać- i minęła go szturchając ramieniem.- Było miło, ale muszę już lecieć. Z samego rana mam dyżur. To na razie.- i teleportowała się.

***
     Draco stał jak wryty przez chwile i kiedy dotarło do niego co powiedziała kasztanowłosa, odwrócił się ale jej już nie było. Wściekły zepchnął z blatu kieliszek pozostawiony przez kobietę. Nie miał pojęcia co się z nim dzieje i co to dreszcze. Jej zapach go oszałamiał, a teraz po tym co se właśnie wydarzyło czuł się jakby dostał tłuczkiem w głowę. Żadna kobieta nie doprowadziła go do takiego stanu, a niektóre próbowały zgrywać niedostępne. Nie znał tego uczucia. Z jednej strony czuł zaciekawienie, ale z drugiej był przerażony tym, że ona tak na niego działa. 
     Z zamyślenia wyrwały go odgłosy szamotaniny za drzwiami. To ON. Wyciągnął zza spodni różdżkę wysłał swojego patronusa do Harry'ego i czekał.
-Avada Kadavra!- drzwi wypadły z zawiasów i leżał na nich starszy auror przydzielony do jego ochrony.


***
I to był na tyle:) MAm nadzieje , że sie podobało. Liczę na szczere komentarze i z góry baaaardzo dziękuje.


środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 1.

   - Panno Granger, proszę zajrzeć jeszcze do państwa Longbottom i jest pani wolna.-powiedział mężczyzna znad stery dokumentów.
-Oczywiście, panie Sparks.- odparła i spakowała swoje rzeczy do torebki.- Do widzenia- powiedziała wychodząc.
-Mhm...
       Idąc do rodziców Nevill'a, Hermiona jak zawsze rozmyślała o ich losie. Do końca życia zostaną w tym szpitalu, bez żadnej nadziei na poprawę.  Starała się jednak nie myśleć za dużo o nich, bo nie wiedząc dlaczego zawsze potem przypominała sobie o swoich rodzicach. Nie miała pojęcia gdzie są, co robią i czy w ogóle żyją. To ją zabijało, a jako uzdrowicielką wiedziała, że nawet jeśli ich odnajdzie to nie może wrócić im pamięci, bo mogłoby ich to zabić. Złapała z klamę..
-Dzień dobry, jak mija dzień?-zapytała z troską- Nevill? Cześć.
-Część Hermiono.- uśmiechnął się słabo- Przyszedłem im opowiedzieć o naszej rocznicy.
-Chyba im się podobało, bo wyglądają dziś na bardzo szczęśliwych.-poklepała chłopaka po ramieniu- Twoje wizyty dobrze na nich wpływają.
-Wiem, ale zawsze wychodzę od nich ledwo żywy. Wykańcza mnie to psychicznie.- westchnął.
     Hermiona bardzo chciałaby go pocieszyć, ale nie potrafiła, więc tylko pogłaskała go po ramieniu. Zbadała Franka i Alicje. Fizycznie wszystko było w jak najlepszym porządku, chwile z nimi posiedziała, po czym zebrała swoje rzeczy i razem z Nevillem wyszła z pokoju.
-Wybieram sie do Ginny i Harry'ego. Może dołączysz do mnie? Na pewno się ucieszą.-zapytała Hermiona.
-Chętnie, ale muszę wracać do Hogwartu. Może innym razem.- podziękował i przytulił Hermione na pożegnanie.
-Jasne. Do zobaczenia.-uśmiechnęła się.
      ***
-To już chyba wszystko, - powiedziała Hermiona ocierając czoło.- Dziękuję, że pozwoliliście mi się u Was zatrzymać.
-Przestań mi dziękować, bo zaraz kopne Cię w tyłek- zaśmiała się Ginny.
-Ok, ok...To co dziś robimy?- zapytała z uśmiechem Hermiona.
-Mamy gościa na kolacji więc ubierz się ładnie.
-Chyba nie bawisz się znowu w swatkę,co?-zapytała z nadzieją Hermiona.
       Ginny tylko się uśmiechnęła i wygrzebała z walizki Hermiony czarne eleganckie spodenki i satynową biała koszule. 
-Załóż to i te szpilki, które miałaś na moich urodzinach. Będzie bosko.- puściła jej oczko.
-Chyba z powołaniem się minęłaś.-zaśmiała się.- Dobrze, ale dowiem się kim są Ci goście.
-Jak przyjdą to się dowiesz.- Ginny pokazała jej język i wyszła z pokoju.
        Po około dwóch godzinach przygotowań i prób okiełznania swoich włosów, Hermiona była gotowa na kolację. Wyglądała nawet znośnie. Szorty w połączeniu ze szpilkami fajnie eksponowały jej nogi, a w koszuli zostawiła kilka rozpiętych guzików, żeby całkiem nie zasłaniać biustu, bo przecież nie chciała wyglądać jak zakonnica. Włosy starannie upięła, ale jak zwykle kilka niesfornych kosmyków opadało jej na twarz. Kiedy zakładała czarne skórzane szpilki na platformie usłyszała dzwonek do drzwi wejściowych.'No to idziemy'-pomyślała. Jednym machnięciem różdżki posprzątała bałagn, który został po przygotowaniach, potem zgasiła światło i wyszła z pokoju.
      W salonie panowało takie poruszenie, że Hermiona nie była w stanie rozpoznać po głosie kto się tam znajdował. Schodząc ze schodów, spojrzała w dół i już wiedziała, kto był tym tajemniczym gościem. Ron z dziewczyna, Zabini z jakąś blondyną i oczywiście Malfoy. Jako pierwszy zauważył ją Harry i zaprosił machnięciem ręki, aby do nich szybko dołączyła. Chwile później spojrzenia Hermiony i Draco spotkały się. Chłopak wpatrywał się w nią ze zdumieniem. Ona tylko się do niego uśmiechnęła.
-Cześć wszystkim- przywitała się schodząc dalej. 
-Hermiono, szkoda, że w Hogwarcie tak się nie ubierałaś.- zażartował Blaise.
-Panował trochę inny dress code z tego co pamiętam.- zaśmiała się- Miło Cię widzieć. Hermiona- przedstawiła się i podała rękę dziewczynie Zabini'ego.
-Kat, miło mi- uśmiechnęła się blondynka.
-To co? Siadamy do kolacji- zawołała Ginny- Napewno będzie Wam smakować, bo gotował Harry. Większość z Was wie, że nie odziedziczyła zdolności kulinarnych po mamie.- ruchem ręki zaprosiła ich do jadalni, która oczywiście jak cała reszta domu była przepiękna.
       Wszyscy zajęli miejsca przy stole. Hermiona usiadła jako ostatnia, kiedy niestety pozostało tylko miejsce na przeciwko Draco.  Chwile później Harry machnął różdżka i na stole pojawiło sie całe mnóstwo jedzenia.
-Smacznego- zawołał. 
      Wieczór upływał bardzo przyjemnie,rozmowy nie cichły nawet na chwile, a wybuchy śmiechu towarzyszyły im co chwile. Ginny, Hermiona i Jessica koczyły drugą butelkę wina, więc Hermiona postanowiła pójśćpo kolejną. Zeszła do piwnicy, a wracając natknęła się na Draco.
-Dobry wybór.- powiedział opierając się o ściane.
-Dziękuje. Mój tata był koneserem wina, więc kilku rzeczy mnie nauczył.- posmutniała na samą myśl o ojcu.
-Wyglądasz świetnie.- zagaił.
-Hmmm...?- wyrwał ją z letargu. -A tak... Dziekuje. Ty też niczego sobie
-Wszystko w porządku?- zapytał z dziwną jak na niego troską.
-Tak, ale chyba muszę się przewietrzyć.
- Potrzebujesz towarzystwa?- zapytał.
-Chętnie, tylko zaniosę im tylko tą butelkę.
- Poczekam, przy wyjściu.
      Hermiona powiedziała przyjaciółkom, że musi się przewietrzyć i zaraz wróci. Ginny się zaniepokoiła, ale kiedy usłyszała, że będzie z nią Draco od razu się szeroko uśmiechnęła. Draco, czekał na nią przed drzwiami, uśmiechną się szeroko i razem wyszli na zewnątrz. Idąc uliczkami Doliny Godryka rozmawiali.
-To opowiadaj co działo się u Ciebie, przez ostatnie 4 lata. Nie wróciłeś do Hogawrtu. Dlaczego?- zapytała zaciekawiona Hermiona.
-Cóż... Było mi zwyczajnie wstyd. Nie potrafiłem, żadnemu z Was spojrzeć w oczy. Dopiero w ty roku zebrałem się w sobie na odwagę i wróciłem na stare śmieci. Zatraciłem się w pracy. Praktycznie nie wychodziłem z biura.- odpowiedział.- Tak naprawdę odżyłem, kiedy zamknęli ojca kilka miesięcy temu.
-I żadnej dziewczyny, zauroczenia czy miłości?
-Hermiono, oczywiście, że nie prowadziłem, życia mnicha. Czasem wychodziłem z Blasie'em do klubów czy barów i jakieś dziewczyny się kręciły, ale żadna nie na dłużej niż jedną noc. Ale miłość? Nie, A ty? Z tego co widzę to z Ronem nie wyszło.
- No, nie wyszło. Zerwaliśmy zaraz po powrocie do Hogwartu. Pod koniec dotarło do mnie, że jest dla mnie jak brat. Kocham go, ale nie taką miłością jakiej oczekiwał. Źle to zniósł, ale już jest między nami okej. A potem same toksyczne związki.- westchnęła na koniec- Miłość jest pokręcona.
- Ja nawet nie znam tego uczucia. A chciałbym poznać i to nawet bardzo, ale...- przerwał.
-Ale co?-Hermiona dopytywała.
-Ale nadal żadna chyba mi nie odpowiada.
-Może masz zbyt duże wymagania- zaśmiała się.- Przecież wiadomo, że pan Malfoy nie zadowoli się byle czym.
-Być może tu leży problem, albo żadna nie zasługuje na takiego przystojnego i inteligentnego faceta jak ja.- zażartował.
-I jakiego skromnego.- dodała Hermiona i przewróciła oczami.
-To moja najlepsza cecha.- posłał jej sójkę w bok.- Dobrze mi się z tobą rozmawia, nie osądzasz mnie jak inni.
-A kim ja jestem, żeby oceniać? Każdy popełnia błędy i ma do tego prawo. Jesteśmy tylko ludźmi. 
      Rozmawiali i krążyli po okolicy jeszcze około godziny. Pewnie trwało by to dłużej gdyby Ginny nie zaczęła ich szukać. Wrócili do domu i usiedli przed kominkiem z reszta znajomych. Hermiona była zdziwiona tym jak dobrze jej się rozmawiało z Draco, pomimo wszystkiego co wydarzyło się miedzy nimi w Hogwarcie. Nie rozpamiętywała tego, bo domyślała się dlaczego on taki jest. Zaborczy i wymagający ojciec, nieszczęśliwe dzieciństwo, wszyscy oczekiwali od niego, że będzie śmierciożercą. Instynkt samozachowawczy kazał mu być takim. Z drugiej strony jednak do końca mu nie ufała i nie była do końca przekonana co do szczerości jego zachowania. Złapała się na tym, że przy tych przemyśleniach przygląda mu się, co zauważyła Ginny. Hermiona spojrzała na nią pytająco, na co Ruda tylko z wielkim uśmiechem wzruszyła ramionami.
     O 2 w nocy w domu Harry'ego i Ginny zostali tylko Zabini z Kat i Draco. Zaczeli się powoli żegnać. Hermiona stanęła przy poręczy schodów i zerkała na zegarek, kiedy podszedł do niej blondyn.
-Miło się gadało. Dziękuje- powiedział i pocałował dziewczynę delikatnie w policzek.- Mam nadzieje, że jeszcze się spotkamy.
-Byłoby miło- odparła wciąż oszołomiona.
-I na pewno będzie.- puścił jej oko i poszedł pożegnać się z resztą.

***
     Następnego dnia rano, Hermiona czytała książkę w pokoju Gościnnym przyjaciół, kiedy drzwi otworzyły się z impetem i wpadła przez nie Ginny.
-Dobra, opowiadaj w tej chwili co robiliście wczoraj tyle czasu sami- zawołała jeszcze na progu a potem rzuciła się z impetem na łóżko.
-Rozmawialiśmy- odpowiedziała.
-Tylko? Serio?- zapytała, na co Hermiona tylko przytaknęła kiwnięciem głowy- Zawiodłam się na tobie. Takie ciacho, a wy tylko rozmawialiście? 
-A co mieliśmy robić? Miałam się rzucić na niego, żebyś lepiej się poczuła?
-Patrzyliście na siebie jakbyście właśnie to chcieli zrobić.
-Bardzo śmieszne. Czy ty siebie słyszysz?- zdenerwowała się Hermiona.- To, że ze sobą rozmawialiśmy to wcale nie oznacza, że chce mu wskoczyć do łóżka. I uprzedzając kolejne pytania. Nie zrobię tego.
-Nie mów hop...- zaczęła.
-Wyjdź, proszę- Hermiona pokazała dziewczynie drzwi.
-Jak sobie chcesz- obrażona Ginny wstała i wyszła z pokoju.

***
      Draco siedział w swoim biurze nad sterta dokumentów i nie mógł się skupić. Cały czas myślał o niej. O tym jak pięknie wyglądała i jak nie mógł tego wcześniej zauważyć. Jedyne co chciał w tej chwili zrobić to zabrać ją gdzieś daleko stąd. Chciał coś zrobić, ale wiedział, że jeśli zrobi jakiś poważniejszy krok to ją wystraszy. Żadna kobieta tak na niego nie działała, 'Wyślę jej kwiaty'- pomyślał i od razu złapał za telefon. Wykręcił numer do najlepszej kwiaciarni w Londynie. Kilka minut po telefonie usłyszał poruszenie za drzwiami gabinetu.
-Pan Malfoy zabronił kogokolwiek dziś wpuszczać.- zawołała Abbie.
-Mnie na pewno chce zobaczyć-usłyszał głos Blasie'a i odgłos otwieranych drzwi- No siema stary. Nie odbierasz, nie dajesz znaku życia. Co jest  z tobą?
-A co ma być? Pracuje. -odpowiedział.
-Słuchaj chciałem się z Tobą skontaktować, bo jest impreza. Ale nie taka zwykła. To impreza roku. Musimy tam być-zawołał podekscytowany.
-Nigdzie się nie wybieram.
-To dobrze... Czekaj... Co? Jak to się nie wybierasz?
-Nie mam ochoty, a poza tym mam dużo pracy.
-A nie ma to przypadkiem nic wspólnego z tą małą Granger? Bo coś mi tu nie gra. Nigdy nie odmawiałeś sobie imprez
-Już Ci tłumaczyłem, że nie mam ochoty i nie ma to nic wspólnego z Hermioną. A teraz z łaski swojej wyjdź z mojego gabinetu.
-Nie wyjdę dopóki nie powiesz, że pójdziesz.- i rzucił się na fotel naprzeciwko Draco.
-Jestem umówiony.
-Z Granger?- przeciągnął się.
-Nic ci do tego, Zabini- obruszył się blondyn.
         Blaise wzruszył ramionami i zarzucił ręce na głowę. Draco spojrzał na przyjaciela krzywo i wrócił do sterty dokumentów. Chwile później zadzwonił telefon.
-Halo? Harry? Co się stało?- odebrał i wsłuchiwał się z uwagą koledze. Z każdym zdaniem wyraz jego twarzy zmieniał się, aż wreszcie przybrał formę niewyobrażalnej wściekłości.-Dzięki za informacje- wycedził i odłożył słuchawkę.
-Co sie urodziło?-zapytał Zabini.
-Ojciec uciekł z Azkabanu.- powiedział i uderzył pięściami w stół.

***
Mam nadzieje, że siępodobało. Czekam na komentarze:) 


środa, 5 sierpnia 2015

Prolog

      4 lata. Tyle czasu minęło od pamiętnej Bitwy o Hogwart. Był 2 maja 2002 roku. Wszyscy członkowie Zakonu Feniksa powoli układali sobie życie na nowo, a Hogwart odzyskał dawną świetność. 
       Harry i Ginny dwa lala po bitwie,ku uciesze wszystkich zaręczyli się. Razem odbudowali dom rodziców chłopaka w Dolinie Godryka, gdzie chcieli stworzyć w przyszłości rodzine. Razem pracowali w Ministerswie Magii jako aurorzy. Związek Hermiony i Rona nie przetrwał próby czasu. Dziewczyna czuła się przetłoczona oczekiwaniami otoczenia i rozstała się z nim, kiedy zrozumiała, że chłopak jest dla niej jak brat. Ron przez swój poryczy charakter długo nie mógł przeboleć zerwania i na każdym kroku pokazywał dziewczynie jak bardzo zdeptała jego ego. Na całe szczęście dla Hermiony, po około dwóch latach od rozstania Ron poznał śliczną i zabawną Jessice, w której zakochał się bez pamięci i dawni kochankowie znowu zostali najlepszymi przyjaciółmi. Hermiona pomimo kilku związków z nieodpowiednimi mężczyznami wciąż była sama, a najlepsza przyjaciółka Ginny ciągle próbowała ja z kimś wyswatać. 
      Hermiona pracowała jako zastępca głównego Magomedyka w szpitalu św. Munga. Była najmłodszą kobietą na tym stanowisku w historii. Wszystko zawdzięczała cięzkiej pracy i całkowitemu zaangażowaniu. Znajomi zarzucali jej pracoholizm, ale ona zatraciła się w swojej pracy, ponieważ tylko tam nie myślała o tym jaka jest samotna. 

-Kiedy będę mogła się wprowadzić?- zapytała kierownika budowy.
-Najwcześniej za miesiąc.
-Najwcześniej? To znaczy, że może się to przedłużyć?- załamała się Hermiona.
-Ten dom wymaga bardzo dużo pracy, a jeszcze nie wiemy w jakim stanie jest instalacja hydrauliczna i elektryczna. Tego dowiemy sie dopiero jak zajrzymy pod podłogi i w ściany.- odpowiedział drapiąc się po głowie.
-W domu po rodzicach mogę zostać tylko do końca tygodnia.
-Chyba nie oczekiwała pani od nas cudów? Żadna firma nie wyremontowała by tak dużego domu w tydzień.- zaśmiał się.
-No cóż, będę musiała pomieszkać u znajomych.- zabrała torebkę i narzuciła sweterek- Będziemy w kontakcie. Do widzenia.
- Do widzenia, Panno Granger.
      Załamana Hermiona schowała się za rogiem i teleportowała się. Poczuła szarpnięcie w okolicy pępka i po kilku sekundach znalazła się przed pięknym, dużym domem z czerwonej cegły, Poprawiła włosy i sukienkę, zebrała się w sobie i zapukała do drzwi. Nie lubiła prosić o pomoc, ale w tym wypadku nie miała innego wyjścia. Usłyszała odgłosy otwierania zamka i drzwi otworzyła jej rudowłosa Ginny.
-Hermiona- ucieszyła się dziewczyna- Spodziewaliśmy się Ciebie za godzinę. Wchodź.
-Cześć Ginny.- odparła- Wiem, ale mam do Was nietypową prośbę.
-Siadaj- Ginny z uśmiechem wskazała na kanape-Napijesz się czegoś?
-Nie, dziękuje- odwzajemniła uśmiech- Harry jest w domu?
-Tak, czyści swoja miotłę- przewróciła oczami- Harry!!!Mamy gościa!! -zawołała.
        Ginny jak zwykle wyglądała pięknie, związek z Harrym jej służył. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. W oczekiwaniu na Harry'ego, chwile poplotkowały, Ginny jak zawsze wypytywała się o życie uczuciowe Hermiony, za to ona próbowała zmienić temat pytając jak idą przygotowania do ślubu.
-Hermiona? Co tak wcześnie? - zapytał zaskoczony Harry, wchodząc do salonu.
-Musze z wami pogadać.
-To zamieniamy się w słuch-odparł chłopak siadając obok swojej ukochanej.
-Chodzi o mój dom, a w zasadzie o jego obecny brak. Do końca tygodniu muszę się wyprowadzić ze starego, a do nowego będę się mogła wprowadzić dopiero najwcześniej za miesiąc. Pewnie domyślacie się jakie jest moje pytanie.
-Nawet nie musisz go zadawać. Możesz zostać u nas jak długo chcesz- pocieszyła ją Ginny.
      Spodziewała się takiej odpowiedzi, jednak było jej głupio, że jest zmuszona wykorzystywać ich gościnność, Wyściskała przyjaciół z szerokim uśmiechem,zebrała swoje rzeczy z kanapy i wstała.
-A ty dokąd?- zapytał Harry.
-Musze się przebrać przed przyjęciem przecież. Spotkamy się na miejscu. 
-Nie wygłupiaj się.- machnęła ręką Ginny- Pożyczysz coś ode mnie. Zaraz będzie Ron z Jessica.
     Ruda nie czekając na odpowiedz Hermiony złapała ją za rękę i zaciągnęła po schodach do sypialni. Była ogromna, z łóżkiem, które chyba pomieściłoby pół drużyny Quiddicha. Całość urządzona w rustykalnym stylu. Kremowe ściany, drewniane meble i wszędzie kwiaty. Ginny stanęła przed podwójnymi drzwiami i rozpostarła ręczę.
-Witaj w moim królestwie- i otworzyła drzwi.
     Garderoba była chyba wielkości kuchni Hermiony. Wszystko ułożone kolorystycznie i tematycznie. Hermionie szczęka opadła z wrażenia jak zobaczyła buty.
-Dobrze, że mamy taki sam rozmiar- przejechała palcami po jednej z półek.
-Musisz założyć coś seksownego. Może poznasz swojego przyszłego męża.- zaśmiała się Ginny.
-Co roku są tam te same osoby, więc szczerze wątpię.- przewróciła oczami.
-Zobaczymy, zobaczymy...- odparła wyglądając zza sukienek.- Chyba znalazłam... Taa daa.
-No, chyba żartujesz. Może nago pójdę od razu. Schowaj to.- odwróciła głowę.
- Chociaż przymierz- Ginny spojrzała błagalnie na dziewczynę.
       Hermiona westchnęła głośno i ostentacyjnie, wzięła sukienkę i schowała się w łazience. Po dwóch minutach wyszła.
-Bosko!- zaklaskała Ginny.- tak właśnie pójdziesz. Zaraz dobiorę Ci buty.
-Chyba oszalałaś! Ledwo mi tyłek zasłania, a o biuście już nie wspomnę!- zawołała.
    Sukienka była czarna, ledwo do połowy uda, z głębokim dekoltem bardzo uwydatniającym piersi i była bardzo obcisła. Prawie jak druga skóra. Wyglądała niesamowicie, ale nigdy się tak nie ubierała i nie wiedziała czy wypada. Szpilki, które Ginny przyniosła były niesamowicie wysokie, w cielistym kolorze. Całość faktycznie wyglądała niesamowicie.
-Ale Ginny,nie wypada...- zaczęła Hermiona.
-Wypada, wypada. Wszystkim szczęki opadną. Idziesz tak i koniec.
***
     Godzinę później Harry, Ginny, Ron, Jessica i Hermiona siedzieli przy stole na Wielkiej Sali. Nic się nie zmieniła, poza tym, że herby czterech domów Hogwartu ustąpiły miejsca znakowi Zakonu Feniksa, a zamiast czterech prostokątnych stołów stał jeden okrągły. Wszyscy już byli na miejscu, więc Harry wstał z miejsca i zaczął.
-Witam wszystkich i dziękuję, że jesteście. Dziś mijają 4 lata od naszego zwycięstwa nad ciemnymi mocami. Dla nas wszystkich jest to szczęśliwy, ale zarazem bardzo smutny dzień. Może na początek uczcijmy minutą ciszy wszystkich, którzy poświęcili swoje życia dla lepszego jutra.- Harry zamilkł i spuścił głowę. Dało się słyszeć pociąganie nosami.- A więc, cztery lata spokoju. Czyż to nie piękne? Nasze życia się zmieniają, robimy kariery, zakochujemy się. I tak ma być dalej. Żyjmy pełnią życia, bo tego chcieli by nasi bliscy, których utraciliśmy.- Podniósł kieliszek - Najlepszego kochani!- Upił łyk szampana a w jego ślady poszła reszta gości.
       Stół zapełnił się różnymi pysznościami i trunkami. W tle grała wesoła muzyka, ledwo słyszalna przez szum rozmów. Poruszenie, które panował na sali, było tak samo duże jak lata wcześniej. Większość osób nie widywała się prywatnie prze cały rok, ze względu na liczne obowiązki. Hermiona rozejrzała się po sali, byli chyba wszyscy. Wszyscy profesorowie na czele z pania dyrektor McGonagall, Hagrid, Nevill z Luną, wszyscy Weasley'owie, siostry Patill, Cho, Seamus, Dean, kilku Ślizgonów, Zabini i Draco Malfoy. Tu zatrzymała wzrok na chwile. Dopiero pierwszy raz pojawił się na rocznicy. Nie widziała go od 4 lat. Zmienił się,wyprzystojniał i zmężniał, włosy mu pociemniały i delikatnie opadały na czoło. Wiedziała o nim tylko tyle, że jest obrzydliwie bogaty, ojciec siedzi w Azkabanie, a matkę uniewinniono. Kiedy spojrzał na Hermionę, ta szybko odwróciła wzrok i kontynuowała rozmowę z Cho, która opowiadała o swojej pracy w skrzydle szpitalnym Hogwartu.
     Zaczęły się tańce. Większość gości wyszła na parkiet, nawet Hermiona, która stroni od takich rozrywek odważyła się zatańczyć kilka razy z Nevillem, a potem z Deanem. Najprawdopodobniej jej brak oporów był spowodowany wypiciem kilku drinków. Bawiła się świetnie, a o to własnie chodziło. Nagle zrobiło jej się słabo, wiec postanowiła wyjść na błonia. Podmuch chłodnego powietrza prawie natychmiast poprawił jej stan. Zgarnęła kilka niesfornych kosmyków z twarzy i oparła plecy o zimną ścianę. Usłyszała czyjeś kroki. Był to Malfoy.
-Cześć- powiedziała Hermiona , bo chłopak jej nie zauważył.
-Hej- odpowiedział odwracając się.- Wow, trochę się zmieniłaś.
-Mam nadzieje, że na lepsze. Ty też. Co słychać?- kontynuowała rozmowę.
-Na dużo lepsze- odpowiedział- U mnie? Jakoś leci. Prowadzę firmę. Mam kilka barów i klubów w Anglii.A u Ciebie Granger?
-Jestem zastępcą głównego Magomedyka w św. Mungu. A poza praca to kompletnie nic.- trochę posmutniała na tą myśl.- Żałośnie to pewnie brzmi.
-Trochę- zaśmiał się siadając na ławce, która stała naprzeciwko Hermiony. Widząc jej wyraz twarzy dodał- Żartuje. U mnie podobnie, więc chyba oboje jesteśmy żałośni.
       Draco skorzystał z okazji, że Hermiona spojrzała w drugą stronę i dokładnie się jej przyjrzał. Miała figurę modelki, ale nie takiego wieszaka z wybiegów. Piękną, krągła tam gdzie trzeba, szczupłe nogi, długie kręcone włosy i ten uśmiech. 
-Skończyłeś mi się tak przyglądać?- zapytała z uśmiechem na twarzy.
-Ja? Ja... wcale- speszył się.
-Tu jesteś Hermiono- zawołał Harry.- My się zbieramy. O cześć stary- i podał rękę Draco.
-Cześć. Za tydzień będę w Dolinie Godryka to podrzucę Ci te materiały i dokładny kosztorys...- spojrzał na Hermione- eee...no wiesz czego.
-Jakieś tajemnice? Nie martwcie się, tyle wypiłam, że i tak nie będę pamiętać.- zachichotała.
-Może odprowadzimy Cię do domu?- zapytał Harry z troską godną starszego brata.
-Coś ty! Zajmij się swoją przyszła żoną, a ja sobie poradzę. Duża jestem.
-Wy idźcie, ja ją odprowadzę.- zaproponował Draco.- W takim stanie nie powinna się sama teleportować.
      Kilka minut później Draco i Hermiona stali pod jej domem.
-Jesteś jakiś inny- zaczęła Hermiona.
-To znaczy?-zdziwił się chłopak.
-Miły.Wiem, że wiele się zmieniło przez ostatnich kilka lat, ale ludzie raczej się nie zmieniają.
-A nie przyszło Ci do głowy, że ja zawsze taki byłem?- zauważył, że pytanie ją zaskoczyło.
-Wątpię, pamiętam jaki byłeś w szkole. Zresztą na mnie czas, dziękuje za odprowadzenie i może do zobaczenia.-pożegnała się Hermiona i złapała za klamkę.
-Mam nadzieję- uśmiechnął się, pomachał i teleportował się.
- Mam nadzieje? Jasne-prychnęła i weszła do domu.
      ***
-Gdzieś ty był, stary?- zawołał Zabini.
-Nie za dobrze Ci?- zepchnął nogi przyjaciela ze stolika kawowego- Wiesz ile ten stół kosztował? Zresztą swojego domu nie masz, że znowu siedzisz u mnie?
-Stać Cię na nowy i mam, ale nudziło mi się. To gdzie byleś?-zapytał i ziewnął.
-Odprowadzałem Granger do domu- odpowiedział i sięgnął po szklankę z whisky.
-Ahaaaa i jak było?
-Co jak było?- Draco upił łyk.
-No, czy ją przeleciałeś- zapytał Blaise.
-Ja w przeciwieństwie od Ciebie nie rzucam się na wszystko co się rusza-opadł na swój ulubiony fotel.
-Widziałem jak rozbierałeś ja wzrokiem. Wyglądała zajebiście i nie powiesz mi, że nie przeszło Ci to przez myśl.-
-Zaraz mnie wyprowadzisz z równowagi.- syknął, ale wiedział, że przyjaciel nie da za wygraną powiedział- Tak, spodobała mi się i tak przemknęło mi coś takiego przez myśl, ale wiesz, że ja już nie szukam laski na jeden raz. Zmęczyły mnie te wszystkie tępe idiotki, które myślą, że przez łóżko zrobią karierę.
-Ale nie mów, że żony szukasz.- błagał Blaise.
-Może- dokończył drinka- A może już znalazłem...


***

Witajcie:) Mam nadzieje, że się Wam chociaż trochę spodobało. To mój pierwszy blog i pierwsze opowiadanie, więc czekam na opinie.  Co mogę poprawić?Co Wam się podoba? itd. Czekam na komentarze i licze na szczerość. Bede się starała dodawać rozdziały dwa razy w tyg, ale w ostateczności min raz.