-Wiesz chociaż mniej więcej jak chcesz wyglądać?-zapytała trochę już zmęczona Hermiona, dla której wszystkie suknie zaczęły się zlewać w jedną.
-Chce, żeby Harry wzruszył się kiedy mnie zobaczy.- uśmiechnęła się nieśmiało Ginny.
-To wystarczy, że założysz worek po kartoflach.- zaśmiała się Granger.- Kocha Cię ponad wszystko i dla nie go najważniejsze będzie, że wreszcie będziesz tylko jego.
-Miona, dobrze wiesz o co mi chodzi. Chce wyglądać jak księżniczka.
-Wiem, wiem. Śmieje się tylko i chodzi mi o to, że nie ważne, którą wybierzesz to i tak dla niego będziesz najpiękniejszą panną młodą na świecie.- usprawiedliwiła się Hermiona i oparła wygodnie na kanapie.- Mi by chyba mózg eksplodował jakbym musiała coś wybrać.
-Ciebie też to czeka kochana i już nawet mam pomysł na twój wieczór panieński.- uśmiechnęła się zadziornie Ginny.
- Mam nadzieje, że dotyczy on jakiegoś bardzo przystojnego i zbudowanego niczym Adonis pana z bardzo dobrym wyczuciem rytmu.
- Zobaczymy- zaśmiała się Ginny- O! Cześć Kochanie! Co tak wcześ...
Ginny przerwała w połowie zdania widząc minę narzeczonego. Stało się coś złego. Żadna z kobiet nie widziała o w takim stanie od czasu bitwy o Hogwart. Mężczyzna rzucił swoja teczkę na fotel, sam opadł na kanapę oparł łokcie na kolanach chowając twarz w dłoniach. Kobiety spojrzały na siebie zdziwione i jednocześnie zmartwione. Harry rzadko kiedy bywał wściekły od kiedy w jego umyśle nie gościł Voldemort.
-Harry? Skarbie?- zaczęła ostrożnie Ginny.- Co się stało?
Po tych słowach Harry wstał gwałtownie z kanapy zaczął chodzić nerwowo po pokoju trzymając się za głowę.
-Co się stało? Zaczynamy się martwić?- wtórowała jej Hermiona.
-Co się stało? Co się stało?!- chłopak krzyknął tak gwałtownie, że obie kobiety podskoczyły na swoich miejscach.- Ten parszywy gnojek i menda społeczna Lucjusz skurwysyn Malfoy uciekł! Rozumiecie?! Uciekł!
-Co?!- pisnęła Hermiona stanowczo za wysoko- Ale... Jak? Kiedy? Jak to w ogóle możliwe?
-Właśnie! Jak?!- krzyczał Harry nadal krążąc po pokoju- Był najlepiej strzeżonym więźniem w Azkabanie! A przynajmniej tak mi się wydawało!
-Harry kochanie proszę Cię usiądź i uspokój się.- powiedziała nieśmiało Ginny i wskazała miejsce obok siebie.
- Ginny jak mam się uspokoić, co? Szukałem go ponad trzy lata! Trzy lata!- przy ostatnich dwóch słowach uderzył pięścią w ścianę z całej siły. Po chwili przyłożył czoło do ściany i jeszcze kilkukrotnie powtórzył te czynność.- Jak oni mogli na to pozwolić!?Jak?!- Mężczyzna odwrócił się plecami do ściany, osunął się po niej i schował twarz w dłoniach. Ginny natychmiast do niego podbiegła i niepewnie przytuliła.
Trwali w takiej pozycji przez dłuższą chwile. Hermiona siedziała na kanapie wciąż w takiej samej pozycji, a oczy miała wlepione w parę przyjaciół . Patrzyła na nich, ale ich nie widziała. Lucjusz Malfoy. Uciekł. Ta myśl, krążyła w jej głowie. Najgorszy z najgorszych. Po śmierci Voldemrta to właśnie z nim mieli największy problem. Groził wszystkim członkom Zakonu, ze złości torturował i zabijał niewinnych mugoli, a na koniec próbował zamordować własną żonę. Po prostu oszalał. Nie docierała do niego myśl, że jego pan nie żyje. Bali się, co się może stać i od czego, a raczej od kogo teraz zacznie. Kobietę z letargu wyrwało walenie do drzwi. Przestraszona podeszła do nich i delikatnie je uchyliła. Drzwi z impetem otworzyły się na oścież.
-D-Draco?- szepnęła zdziwiona Hermiona.
-Potter?! POTTER!- zaryczał blondyn.
-Tutaj- zawołał Harry.
Mężczyzna wstał i wyszedł naprzeciw Draco. Wyciągnął do niego rękę, aby się przywitać, ale on to zignorował. Harry spojrzał na narzeczoną i poszedł dalej za blondynem.
-Potter wyjaśnij mi proszę jak do cholery do tego doszło?! Jak?!- był okropnie wściekły. Żadne z byłych Gryfonów nie widziało go w taki stanie. Poczerwieniał cały, oddech miał przyśpieszony, a dłonie tak mocno ściśnięte w pięści, że aż kłykcie mu zbielały.
-Też chciałbym to wiedzieć. Był więźniem numer jeden. Mieli pilnować go 24 godziny na dobę. Jedyne co przychodzi mi do głowy to to, że miał kogoś wewnątrz.- Harry był załamany i bezsilny.
-Mieliście go pilnować! Miał tam siedzieć do usranej śmierci! Czy wy nie jesteście w stanie zrobić niczego dobrze?! Naprawdę?! Niczego?!- młody Malfoy stał przed Harry i po prostu się na niego wydzierał.
-Malfoy przestań się wydzierać! Ty myślisz, że ja tego chciałem?! Straciłem ponad trzy lata życia na tego gnojka! Kazałem im go pilnować! Mieli dokładne wytyczne od ministra jak mają z nim postępować!
Stali naprzeciwko siebie i wyglądali jakby mieli się na siebie rzucić. Hermiona i Ginny stały zboku i przyglądały się tej wymianie zdań z szeroko otwartymi oczami. Oddech Draco powoli zwalniał, a wyraz twarzy delikatnie złagodniał. Już nie wyglądał na wściekłego, ale przestraszonego. Odwrócił się plecami do Pottera i złapał się za głowę. Przez chwile stał nieruchomo, żeby po chwili bezwładnie opaść na fotel obok niego. Przyjaciele popatrzyli na siebie z przerażeniem.
-Potter? Powiedz, że moja matka jest bezpieczna.- jego głos się łamał.- Wiesz, że najpierw pójdzie po nią.
-Nigdy jej nie znajdzie. Obiecuje. Tak naprawdę nikt nie wie gdzie jest w tej chwili. Zaraz jak się dowiedzieliśmy o ucieczce, każdemu kto o tym wiedział osobiście wymazałem wspomnienia na ten temat.I wiem o tym tylko ja, a wiesz , że ze mnie tego nie wyciągnie. - starał się pocieszyć blondyna Harry.- I myślę, że trzeba przydzielić Ci ochronę.
-Mi? Chyba żartujesz. Poradzę sobie z nim i jeśli chce żyć to lepiej, żeby do mnie nie przychodził. Zabije gnoja bez mrugnięcia okiem!-Ostatnie zdanie wykrzyczał i uderzył pięścią w poręcz fotela.
-Draco to twój ojciec- wyrwało się Hermionie, która po chwili pożałowała tego co powiedziała.
-Ojciec?! Oszalałaś Granger?! Przestał nim być dla mnie dawno temu! A tak właściwie to nigdy nim nie był! On próbował zabić moją matkę! Zabić! Rozumiesz!?- wykrzyczał patrząc dziewczynie prosto w oczy.
Hermiona spuściła głowę i karciła się w myślach, za to co powiedziała. Oczywistym było to, że go nienawidził. Nie wiedziała dlaczego, ale krzyki Malfoya ją zabolały. Ta napięta atmosfera jej zaczynała bardzo przeszkadzać, więc wyszła do kuchni, napełniła czajnik i postawiła na kuchence. Oparła się o blat i uniosła głowę zamykając oczy. Wiele myśli krążyło jej w głowie, ale ta najważniejszą i najbardziej męczącą była ta, że teraz żadne z nich nie jest bezpieczne.
-Hermiona? Wszystko ok?- zapytała niepewnie Ginny.
-Nie.- powiedziała spoglądając na przyjaciółkę.- Znowu będziemy musieli na każdym kroku uważać. Czasem tak sobie myślę, że mogliśmy ich wszystkich oddać w ręce dementorów i po problemie. Ale okazaliśmy się miłosierni i musieliśmy okazać łaskę.
-Też tak czasami mam. Praktycznie żaden z nich na swoim procesie nie okazał skruchy. A Malfoyem się nie przejmuj.- podeszła do Hermiony i pogłaskała ją po ramieniu.
-Nie powiem, trochę mnie wystraszył, ale go rozumiem. To znaczy ciężko powiedzieć, że rozumiem co w tej chwili czuje. Mogę się tylko domyślać- westchnęła i zdjęła czajnik z gazu.-Herbaty?
-Chętnie. Harry'ego znowu nie będzie całymi dniami w domu. Tak jak wcześniej złapanie go będzie dla niego najważniejszą rzeczą.- ruda posmutniała.- Już myślałam, ze mamy ich wszystkich z głowy.
Hermiona dokończyła robić herbatę, podała ją przyjaciółce i stanęła obok niej. Obie wpatrywały się w parujący napój nie wydając z siebie żadnego dźwięku pogrążone we własnych myślach. Hermiona była przerażona tym co się wydarzyło. Wiedziała, że nie może się czuć bezpieczna. Po ukończeniu Hogwartu ona, Harry i Ron byli wrogami numer jeden pozostałych na wolności śmierciożerców i dopóki nie zostali wszyscy złapani na każdym kroku towarzyszył jej auror przydzielony dla niej z ministerstwa. Na każdym kroku była pilnowana. Wiedziała, że to dla jej bezpieczeństwa, ale czuła się ograniczona i przytłoczona ciągłą obserwacją. Dlaczego to znowu nas spotyka?. Z zamyśleń wyrwał je Harry, który wszedł do kuchni. Pocałował narzeczoną delikatnie i uśmiechnął się do niej słabo.
-Za jakąś godzinę teleportuje się do nas pierwsza zmiana ochrony. - powiedział podkradając Ginny łyk herbaty, po czym spojrzał na Hermionę i dodał.- Myślę, że lepiej będzie jeśli zostaniesz u nas dopóki ta cała sytuacja się nie wyjaśni i żadnych ale. A ty kochanie masz urlop.
-Urlop? Oszalałeś?! Nie możesz mnie wysyłać na urlop za każdym razem kiedy robi się niebezpiecznie. Harry jestem aurorem tak samo jak ty, nie mogę przesiadywać w domu, kiedy ty szukasz tego dupka.- zaprotestowała Ginny.- I nawet nie próbuj mnie powstrzymać, bo będę normalnie chodzić do pracy.
-Ale skarbie...- zaczął Harry
-Żadnych ale. Wiesz doskonale, że potrzebna jest teraz pełna gotowość KAŻDEGO aurora, a tak się składa, że twoja piękna narzeczona też nim jest.- powiedziała opierając ręce na biodrach.
Hermona wiedziała, że ta wymiana zdań szybko się nie skończy, więc zabrała swój kubek i bokiem wyślizgnęła się do salonu. Ku jej zdziwieniu nadal siedział w nim Draco. Wpatrywał się tępo przed siebie. Jego twarz nie wyrażała absolutnie żadnych emocji, za to oczy mówiły wszystko. Hermiona nie wiedziała, które uczucia przeważają. Wściekłość czy strach. Kobieta podeszła do barku i nalała do szklanki Ognistej Whisky, wyczarowała kilka kostek lodu i niepewnie podeszła do blondyna.
-Będzie dobrze. Zobaczysz.- powiedziała do mężczyzny i podała mu trunek.
-Co? Tego nie wiesz. - warknął.
-Dobrze już nic nie mówię. - prychnęła i usiadła na kanapie.
-Kłócą się?- wskazał głową na drzwi prowadzące do kuchni.
-Taaaa. Harry chce wysłać Ginny na przymusowy urlop.-westchnęła przewracając oczami.
-I ma racje.
-Typowy facet. Robi się niebezpiecznie to kobieta ma zostać w domu. Ginny jest aurorem, tak dobrym jak on.
-Może zginąć.
-Tak, może. Taką drogę życiową wybrała, wiedziała z czym to się wiąże i czy nam się to podoba czy nie musimy to uszanować.- Hermiona stanęła murem za rudą. Też się o nią bała, ale wiedziała również, że żadna siła nie zatrzyma jej w domu.
-Moja kobieta nie miała by nic do gadania.- odpowiedział jej krótko.
-Pfff...Biedna.- prychnęła.
-W życiu nie pozwoliłbym swojej narzeczonej czy żonie na niepotrzebne narażanie życia. Wystarczy, że straciłem matkę.- nagle bardzo posmutniał.
-Przecież ona żyje.
-Wiem. Niby mam świadomość tego, że jest bezpieczna, że nic jej nie grozi,ale nie widziałem jej, ani z nią nie rozmawiałem od prawie czterech lat.
Hermiona poczuła jak łzy gromadzą się pod jej powiekami. Doskonale wiedziała, co blondyn czuje. Sama nie miała zielonego pojęcia, gdzie podziewają się jej rodzice. Wielokrotnie próbowała ich odnaleźć, ale na próżno. Po policzku spłynęła jej pojedyncza łza, którą natychmiast wytarła wierzchem dłoni. Przekierowała swoje myśli na inny tor.
-Nie możesz zamknąć kobiety w domu.
-Dlaczego?- zdziwił się Draco.
-A dlatego, że byłaby nieszczęśliwa.To chyba oczywiste. Wy mężczyźni macie takie ciasne umysły.- odparła zniesmaczona.
-Za to wy kobiety jesteście uparte jak osły.- zripostował ją Draco i z triumfalnym uśmieszkiem spojrzał na nią.
Przez chwile się uśmiechał i patrzył na Hermione. Przez ten krótki moment zapomnieli o wydarzeniach tego dnia. Kobieta ostentacyjnie przewróciła oczami co bardzo rozśmieszyło Dracona.
-Wy kobiety. Z wami źle, ale bez was jeszcze gorzej.
-To powiedzenie chyba tyczy się mężczyzn z tego co pamiętam.- zaśmiała się Hermiona.
-Harry ostatni raz powtarzam, że nie zostanę w domu! I ostrzegam, że jeśli zrobisz cokolwiek, żeby mnie w nim zatrzymać wbrew mej woli to żadnego, powtarzam ŻADNEGO ślubu nie będzie!- z kuchni nagle wypadła Ginny, cała czerwona na twarzy, a tuż za nią Harry. Ruda spojrzała na przyjaciółkę zapuchniętymi oczami i szybko pobiegła schodami na górę. Narzeczony poszedł w jej ślady.
-Robi się tu trochę gęsta atmosfera. Co ty na to, żebyśmy skoczyli na kawę albo jakiś obiad?- zapytał Draco kasztanowłosej, która odprowadzała Harry'ego wzrokiem.
-Co? My? Razem?- zszokowana zapytała pokazując palcem to na siebie to na blondyna.
-No my. A czemu nie?
-Nie jestem pewna czy to dobry pomysł.- Hermiona nie wyobrażała sobie ich spotkania.- Zresztą to niezbyt odpowiedzialne biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności.
-A. No w sumie racja.- zamarkotniał, a po chwili znowu się uśmiechnął.- To może do mnie? Potter mówił, że pod moim domem już są aurorzy.
Wyglądał jak małe dziecko, które prosi o zabawkę. Hermiona biła się ze sobą w myślach przez chwile, ale spojrzenie blondyna ją rozbrajało. Mimowolnie się uśmiechnęła po czym niepewnie kiwnęła głową na zgodę. Draco się rozpromienił i nie czekając złapał ją za nadgarstek. Hermiona poczuła dziwne dotąd nie znane mrowienie. Po kilku sekundach poczuła znajome szarpnięcie w okolicy pępka i stali przed drzwiami apartamentu Malfoya. Miał racje, stali już tam aurorzy. Jednym z nich był Dean, a drugi nieco starszy, ale nie znany Hermione. Znajomy z Hogwartu wyglądał na bardzo zdziwionego obecnością kobiety, na co ta tylko niepewnie się do niego uśmiechnęła wzruszając ramionami.Na Merlina! Jak to musi wyglądać! Ja z Malfoyem! Sama! karciła się w myślach za swój brak asertywności. Po krótkiej rozmowie z aurorami weszli do mieszkania. Hermiona z tego wszystkiego nawet nie zauważyła, że ich dłonie splecione są w uścisku. W tym samym momencie w którym to zauważyła odskoczyła od niego jak poparzona. Blondyn się nie odezwał tylko spojrzał na nią zdziwiony i jednocześnie zmieszany.
-Witam w moich skromnych progach- powiedział i teatralnie wskazał ręka na apartament.
-Skromnych?
Szczęka jej opadła. Mieszkanie było przepiękne, bardzo minimalistyczne, ale oszałamiające. Wszystko było czarne, białe albo srebrne. Hermiona nie wiedziała na czym ma zawiesić oko. Na ogromnych skórzanych kanapach, podłodze która wręcz lśniła, aneksie kuchennym, czy ogromnym telewizorze wiszącym na ścianie. Nieśmiało weszła głębiej nieświadoma tego, że jej szczęka nadal jest opuszczona.
-Granger zamknij buzie.- zaśmiał się Draco- Napijesz się czegoś?
-Eee...? A tak... Chętnie.- zmieszana podążyła za blondynem, który był już w kuchni. Usiadła na barowym krześle, który stał przy ogromnej wyspie kuchennej.- Chyba powinnam zdjąć buty, bo porysuje ci obcasami ta wymuskaną podłogę.
-Lubię cię w szpilkach- powiedział z zawadiackim uśmiechem- A podłogą się nie martw, najwyżej wymienię. Stać mnie.
-Na każdym kroku musisz przypominać jak obrzydliwe bogaty jesteś?- za wszelką cenę starała się udać, że pierwsze zdanie wypowiedziane przez niego w ogóle jej nie ruszyło.Nie daj się. Te trzy słowa Hermiona powtarzała w swojej głowie jak mantre.
-Nie mam się czego wstydzić. Zresztą to świetnie działa na kobiety.-odpowiedział podając kobbiecie gotowego drinka. Znowu ich dłonie się spotkały. I znowu ten dziwny dreszcz.
-Chyba masz na myśli jeden typ kobiet.- skwitowała Hermiona zabierając pospiesznie kieliszek.
-Dla młodego kawalera, który nie zamierza się ustatkować taki typ kobiet na początku w zupełności wystarcza. - odpowiedział i jednym machnięciem różdżki włączył muzykę.
-Ostatnio mówiłeś, że chcesz się ustatkować. Zaprzeczasz sam sobie Malfoy.- wypiła łyk drinka.
-Chce, ale to nie zmienia faktu, że wykorzystywałem swoje pieniądze do poznawania kobiet.
-Poznawania? Delikatnie to ująłeś.- na jej twarzy pojawił się grymas zniesmaczenia. Wstała i podeszła z kieliszkiem do wielkiego panoramicznego okna. Widok zapierał dech w piersiach. Nie wiedziała jak wysoko się znajdują, ale widziała cała panoramę Londynu. Złapała głęboki oddech i dalej wpatrując się w okno zebrała się na odwagę zapytała- Dlaczego ty ze mną rozmawiasz?
-Co masz na myśli?- spytał wyczuwalną niepewnością w głosie.
-W Hogwarcie było inaczej. Naszym rozmów nie można w ogóle nazwać rozmowami. Określiłabym je raczej kłótniami i awanturami. I powiedzmy sobie szczerze, że uważałeś się za lepszego, a mnie niejednokrotnie nazwałeś szlamą.- na sam dźwięk tego słowa Hermiona poczuła nieprzyjemny dreszcz. Kątem oka, w szybie zauważyła, że Draco to słowo też odrzuciło.
-Bałem się, że wreszcie o to zapytasz. -odpowiedział po chwili milczenia-Wiem, że to może kiepskie wytłumaczenie, ale w przeciwieństwie do Ciebie nie zostałem wychowany na dobrego człowieka, tylko na szuje. W końcu dziedzic rodu Mafoy'ów musi na pierwszym miejscu stawiać czystość krwi.
-To tym bardziej nie rozumiem dlaczego ze mną rozmawiasz. W moim przypadku nic się nie zmieniło i nadal pochodzę z rodziny mugoli.- nie miała zielnego pojęcia o co mu chodzi. Jest miły, nie wyzywa jej, nie wyśmiewa, a nawet dała by sobie rękę uciąć, że z nią flirtuje.
-Hermiono...- urwał i spuścił głowę- Ja... Sam nie wiem, Owszem po bitwie moje podejście do czarodziei i czarownic o innym pochodzeniu się zmienił. W sumie to gadałem takie rzeczy bo to wyrył mi ojciec i cała jego rodzina w głowie, ale większość moich zachowań w szkole wychodziła naturalnie. Wtedy nie czułem, że robię coś złego.
Milczeli i nie patrzyli nawet w swoja stronę. Hermiona obeszła powoli całą wyspę kuchenna dotykając opuszkami palców blatu. W jej głowie odbywała się gonitwa myśli. Na pierwszy rzut oka zmienił się, ale nie wiedząc czemu nie ufała mu. Czy człowiek może wysyłać, aż tak sprzeczne sygnały? Czy możliwym w ogóle jest, żeby Gryfonka i Ślizgon mogli przebywać w jednym pomieszczeniu bez chęci zamordowania się nawzajem? Czy dreszcze które odczuwała przy przypadkowych spotkaniach się ich dłoni coś oznaczały? Najważniejszym pytaniem jednak pozostało to czy Ślizgon, zagorzały niegdyś gnębiciel szlam całkowicie odrzucił swoje przekonania? Draco siedział na blacie kuchennym i ze spuszczoną głową wsłuchiwał się w odgłos stukania obcasów.. Przystanęła wreszcie naprzeciwko niego i załapała się dłońmi za ramiona.
-To tylko gra, prawda? - zapytała. Blondyn uniósł głowę i ze zdziwieniem spojrzał na nią.- Ta cała zmiana? A mnie pewnie chcesz zaciągnąć do łózka, co?
-Co proszę?- minę miał jakby Hermiona powiedziała coś niezwykle zabawnego- Granger, jakbym chciał cię zaciągnąć do łóżka to już byś w nim leżała i dziękowała.
- A jednak...- pokręciła głową.- Nic się nie zmieniłeś. Prędzej by piekło zamarzło, a świnie zaczęły latać niż ja wylądowała z TOBĄ w łóżku.
-Nigdy nie mów nigdy.- zaśmiał się Draco ostentacyjnie poprawiając swoje blond włosy.
-Fuuuj. Teraz będę miała koszmary. Dziekuje Ci bardzo Malfoy.- uderzyła go lekko w ramię.
Malfoy zeskoczył z blatu i zaczął zbliżać się do Hermiony. Złapał jeden z kosmyków jej włosów i założył jej za ucho dotykając opuszkami jej policzka. Znowu ten dreszcz. Ciekawe czy on też to czuje. Stala twardo nie ruszając się nawet o centymetr z kamienna twarzą. Podszedł jeszcze bliżej. Tak blisko, że ich nosy się prawie stykały.
-Aż tak ze mną źle? Nie podobam ci się Granger?- szepnął unosząc delikatnie kąciki ust.
Hermiona ostatkiem sił i rozsądku zebrała się w sobie. Onieśmielał ją, ale za żadne skarby nie mogła mu tego pokazać.
-Wygląd to nie wszystko.- odparła mu na ucho dotykając swoim policzkiem jego.- Jeśli chodzi o mnie to musiałbyś się dużo bardziej postarać- i minęła go szturchając ramieniem.- Było miło, ale muszę już lecieć. Z samego rana mam dyżur. To na razie.- i teleportowała się.
***
Draco stał jak wryty przez chwile i kiedy dotarło do niego co powiedziała kasztanowłosa, odwrócił się ale jej już nie było. Wściekły zepchnął z blatu kieliszek pozostawiony przez kobietę. Nie miał pojęcia co się z nim dzieje i co to dreszcze. Jej zapach go oszałamiał, a teraz po tym co se właśnie wydarzyło czuł się jakby dostał tłuczkiem w głowę. Żadna kobieta nie doprowadziła go do takiego stanu, a niektóre próbowały zgrywać niedostępne. Nie znał tego uczucia. Z jednej strony czuł zaciekawienie, ale z drugiej był przerażony tym, że ona tak na niego działa.
Z zamyślenia wyrwały go odgłosy szamotaniny za drzwiami. To ON. Wyciągnął zza spodni różdżkę wysłał swojego patronusa do Harry'ego i czekał.
-Avada Kadavra!- drzwi wypadły z zawiasów i leżał na nich starszy auror przydzielony do jego ochrony.
***
I to był na tyle:) MAm nadzieje , że sie podobało. Liczę na szczere komentarze i z góry baaaardzo dziękuje.