środa, 5 sierpnia 2015

Prolog

      4 lata. Tyle czasu minęło od pamiętnej Bitwy o Hogwart. Był 2 maja 2002 roku. Wszyscy członkowie Zakonu Feniksa powoli układali sobie życie na nowo, a Hogwart odzyskał dawną świetność. 
       Harry i Ginny dwa lala po bitwie,ku uciesze wszystkich zaręczyli się. Razem odbudowali dom rodziców chłopaka w Dolinie Godryka, gdzie chcieli stworzyć w przyszłości rodzine. Razem pracowali w Ministerswie Magii jako aurorzy. Związek Hermiony i Rona nie przetrwał próby czasu. Dziewczyna czuła się przetłoczona oczekiwaniami otoczenia i rozstała się z nim, kiedy zrozumiała, że chłopak jest dla niej jak brat. Ron przez swój poryczy charakter długo nie mógł przeboleć zerwania i na każdym kroku pokazywał dziewczynie jak bardzo zdeptała jego ego. Na całe szczęście dla Hermiony, po około dwóch latach od rozstania Ron poznał śliczną i zabawną Jessice, w której zakochał się bez pamięci i dawni kochankowie znowu zostali najlepszymi przyjaciółmi. Hermiona pomimo kilku związków z nieodpowiednimi mężczyznami wciąż była sama, a najlepsza przyjaciółka Ginny ciągle próbowała ja z kimś wyswatać. 
      Hermiona pracowała jako zastępca głównego Magomedyka w szpitalu św. Munga. Była najmłodszą kobietą na tym stanowisku w historii. Wszystko zawdzięczała cięzkiej pracy i całkowitemu zaangażowaniu. Znajomi zarzucali jej pracoholizm, ale ona zatraciła się w swojej pracy, ponieważ tylko tam nie myślała o tym jaka jest samotna. 

-Kiedy będę mogła się wprowadzić?- zapytała kierownika budowy.
-Najwcześniej za miesiąc.
-Najwcześniej? To znaczy, że może się to przedłużyć?- załamała się Hermiona.
-Ten dom wymaga bardzo dużo pracy, a jeszcze nie wiemy w jakim stanie jest instalacja hydrauliczna i elektryczna. Tego dowiemy sie dopiero jak zajrzymy pod podłogi i w ściany.- odpowiedział drapiąc się po głowie.
-W domu po rodzicach mogę zostać tylko do końca tygodnia.
-Chyba nie oczekiwała pani od nas cudów? Żadna firma nie wyremontowała by tak dużego domu w tydzień.- zaśmiał się.
-No cóż, będę musiała pomieszkać u znajomych.- zabrała torebkę i narzuciła sweterek- Będziemy w kontakcie. Do widzenia.
- Do widzenia, Panno Granger.
      Załamana Hermiona schowała się za rogiem i teleportowała się. Poczuła szarpnięcie w okolicy pępka i po kilku sekundach znalazła się przed pięknym, dużym domem z czerwonej cegły, Poprawiła włosy i sukienkę, zebrała się w sobie i zapukała do drzwi. Nie lubiła prosić o pomoc, ale w tym wypadku nie miała innego wyjścia. Usłyszała odgłosy otwierania zamka i drzwi otworzyła jej rudowłosa Ginny.
-Hermiona- ucieszyła się dziewczyna- Spodziewaliśmy się Ciebie za godzinę. Wchodź.
-Cześć Ginny.- odparła- Wiem, ale mam do Was nietypową prośbę.
-Siadaj- Ginny z uśmiechem wskazała na kanape-Napijesz się czegoś?
-Nie, dziękuje- odwzajemniła uśmiech- Harry jest w domu?
-Tak, czyści swoja miotłę- przewróciła oczami- Harry!!!Mamy gościa!! -zawołała.
        Ginny jak zwykle wyglądała pięknie, związek z Harrym jej służył. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. W oczekiwaniu na Harry'ego, chwile poplotkowały, Ginny jak zawsze wypytywała się o życie uczuciowe Hermiony, za to ona próbowała zmienić temat pytając jak idą przygotowania do ślubu.
-Hermiona? Co tak wcześnie? - zapytał zaskoczony Harry, wchodząc do salonu.
-Musze z wami pogadać.
-To zamieniamy się w słuch-odparł chłopak siadając obok swojej ukochanej.
-Chodzi o mój dom, a w zasadzie o jego obecny brak. Do końca tygodniu muszę się wyprowadzić ze starego, a do nowego będę się mogła wprowadzić dopiero najwcześniej za miesiąc. Pewnie domyślacie się jakie jest moje pytanie.
-Nawet nie musisz go zadawać. Możesz zostać u nas jak długo chcesz- pocieszyła ją Ginny.
      Spodziewała się takiej odpowiedzi, jednak było jej głupio, że jest zmuszona wykorzystywać ich gościnność, Wyściskała przyjaciół z szerokim uśmiechem,zebrała swoje rzeczy z kanapy i wstała.
-A ty dokąd?- zapytał Harry.
-Musze się przebrać przed przyjęciem przecież. Spotkamy się na miejscu. 
-Nie wygłupiaj się.- machnęła ręką Ginny- Pożyczysz coś ode mnie. Zaraz będzie Ron z Jessica.
     Ruda nie czekając na odpowiedz Hermiony złapała ją za rękę i zaciągnęła po schodach do sypialni. Była ogromna, z łóżkiem, które chyba pomieściłoby pół drużyny Quiddicha. Całość urządzona w rustykalnym stylu. Kremowe ściany, drewniane meble i wszędzie kwiaty. Ginny stanęła przed podwójnymi drzwiami i rozpostarła ręczę.
-Witaj w moim królestwie- i otworzyła drzwi.
     Garderoba była chyba wielkości kuchni Hermiony. Wszystko ułożone kolorystycznie i tematycznie. Hermionie szczęka opadła z wrażenia jak zobaczyła buty.
-Dobrze, że mamy taki sam rozmiar- przejechała palcami po jednej z półek.
-Musisz założyć coś seksownego. Może poznasz swojego przyszłego męża.- zaśmiała się Ginny.
-Co roku są tam te same osoby, więc szczerze wątpię.- przewróciła oczami.
-Zobaczymy, zobaczymy...- odparła wyglądając zza sukienek.- Chyba znalazłam... Taa daa.
-No, chyba żartujesz. Może nago pójdę od razu. Schowaj to.- odwróciła głowę.
- Chociaż przymierz- Ginny spojrzała błagalnie na dziewczynę.
       Hermiona westchnęła głośno i ostentacyjnie, wzięła sukienkę i schowała się w łazience. Po dwóch minutach wyszła.
-Bosko!- zaklaskała Ginny.- tak właśnie pójdziesz. Zaraz dobiorę Ci buty.
-Chyba oszalałaś! Ledwo mi tyłek zasłania, a o biuście już nie wspomnę!- zawołała.
    Sukienka była czarna, ledwo do połowy uda, z głębokim dekoltem bardzo uwydatniającym piersi i była bardzo obcisła. Prawie jak druga skóra. Wyglądała niesamowicie, ale nigdy się tak nie ubierała i nie wiedziała czy wypada. Szpilki, które Ginny przyniosła były niesamowicie wysokie, w cielistym kolorze. Całość faktycznie wyglądała niesamowicie.
-Ale Ginny,nie wypada...- zaczęła Hermiona.
-Wypada, wypada. Wszystkim szczęki opadną. Idziesz tak i koniec.
***
     Godzinę później Harry, Ginny, Ron, Jessica i Hermiona siedzieli przy stole na Wielkiej Sali. Nic się nie zmieniła, poza tym, że herby czterech domów Hogwartu ustąpiły miejsca znakowi Zakonu Feniksa, a zamiast czterech prostokątnych stołów stał jeden okrągły. Wszyscy już byli na miejscu, więc Harry wstał z miejsca i zaczął.
-Witam wszystkich i dziękuję, że jesteście. Dziś mijają 4 lata od naszego zwycięstwa nad ciemnymi mocami. Dla nas wszystkich jest to szczęśliwy, ale zarazem bardzo smutny dzień. Może na początek uczcijmy minutą ciszy wszystkich, którzy poświęcili swoje życia dla lepszego jutra.- Harry zamilkł i spuścił głowę. Dało się słyszeć pociąganie nosami.- A więc, cztery lata spokoju. Czyż to nie piękne? Nasze życia się zmieniają, robimy kariery, zakochujemy się. I tak ma być dalej. Żyjmy pełnią życia, bo tego chcieli by nasi bliscy, których utraciliśmy.- Podniósł kieliszek - Najlepszego kochani!- Upił łyk szampana a w jego ślady poszła reszta gości.
       Stół zapełnił się różnymi pysznościami i trunkami. W tle grała wesoła muzyka, ledwo słyszalna przez szum rozmów. Poruszenie, które panował na sali, było tak samo duże jak lata wcześniej. Większość osób nie widywała się prywatnie prze cały rok, ze względu na liczne obowiązki. Hermiona rozejrzała się po sali, byli chyba wszyscy. Wszyscy profesorowie na czele z pania dyrektor McGonagall, Hagrid, Nevill z Luną, wszyscy Weasley'owie, siostry Patill, Cho, Seamus, Dean, kilku Ślizgonów, Zabini i Draco Malfoy. Tu zatrzymała wzrok na chwile. Dopiero pierwszy raz pojawił się na rocznicy. Nie widziała go od 4 lat. Zmienił się,wyprzystojniał i zmężniał, włosy mu pociemniały i delikatnie opadały na czoło. Wiedziała o nim tylko tyle, że jest obrzydliwie bogaty, ojciec siedzi w Azkabanie, a matkę uniewinniono. Kiedy spojrzał na Hermionę, ta szybko odwróciła wzrok i kontynuowała rozmowę z Cho, która opowiadała o swojej pracy w skrzydle szpitalnym Hogwartu.
     Zaczęły się tańce. Większość gości wyszła na parkiet, nawet Hermiona, która stroni od takich rozrywek odważyła się zatańczyć kilka razy z Nevillem, a potem z Deanem. Najprawdopodobniej jej brak oporów był spowodowany wypiciem kilku drinków. Bawiła się świetnie, a o to własnie chodziło. Nagle zrobiło jej się słabo, wiec postanowiła wyjść na błonia. Podmuch chłodnego powietrza prawie natychmiast poprawił jej stan. Zgarnęła kilka niesfornych kosmyków z twarzy i oparła plecy o zimną ścianę. Usłyszała czyjeś kroki. Był to Malfoy.
-Cześć- powiedziała Hermiona , bo chłopak jej nie zauważył.
-Hej- odpowiedział odwracając się.- Wow, trochę się zmieniłaś.
-Mam nadzieje, że na lepsze. Ty też. Co słychać?- kontynuowała rozmowę.
-Na dużo lepsze- odpowiedział- U mnie? Jakoś leci. Prowadzę firmę. Mam kilka barów i klubów w Anglii.A u Ciebie Granger?
-Jestem zastępcą głównego Magomedyka w św. Mungu. A poza praca to kompletnie nic.- trochę posmutniała na tą myśl.- Żałośnie to pewnie brzmi.
-Trochę- zaśmiał się siadając na ławce, która stała naprzeciwko Hermiony. Widząc jej wyraz twarzy dodał- Żartuje. U mnie podobnie, więc chyba oboje jesteśmy żałośni.
       Draco skorzystał z okazji, że Hermiona spojrzała w drugą stronę i dokładnie się jej przyjrzał. Miała figurę modelki, ale nie takiego wieszaka z wybiegów. Piękną, krągła tam gdzie trzeba, szczupłe nogi, długie kręcone włosy i ten uśmiech. 
-Skończyłeś mi się tak przyglądać?- zapytała z uśmiechem na twarzy.
-Ja? Ja... wcale- speszył się.
-Tu jesteś Hermiono- zawołał Harry.- My się zbieramy. O cześć stary- i podał rękę Draco.
-Cześć. Za tydzień będę w Dolinie Godryka to podrzucę Ci te materiały i dokładny kosztorys...- spojrzał na Hermione- eee...no wiesz czego.
-Jakieś tajemnice? Nie martwcie się, tyle wypiłam, że i tak nie będę pamiętać.- zachichotała.
-Może odprowadzimy Cię do domu?- zapytał Harry z troską godną starszego brata.
-Coś ty! Zajmij się swoją przyszła żoną, a ja sobie poradzę. Duża jestem.
-Wy idźcie, ja ją odprowadzę.- zaproponował Draco.- W takim stanie nie powinna się sama teleportować.
      Kilka minut później Draco i Hermiona stali pod jej domem.
-Jesteś jakiś inny- zaczęła Hermiona.
-To znaczy?-zdziwił się chłopak.
-Miły.Wiem, że wiele się zmieniło przez ostatnich kilka lat, ale ludzie raczej się nie zmieniają.
-A nie przyszło Ci do głowy, że ja zawsze taki byłem?- zauważył, że pytanie ją zaskoczyło.
-Wątpię, pamiętam jaki byłeś w szkole. Zresztą na mnie czas, dziękuje za odprowadzenie i może do zobaczenia.-pożegnała się Hermiona i złapała za klamkę.
-Mam nadzieję- uśmiechnął się, pomachał i teleportował się.
- Mam nadzieje? Jasne-prychnęła i weszła do domu.
      ***
-Gdzieś ty był, stary?- zawołał Zabini.
-Nie za dobrze Ci?- zepchnął nogi przyjaciela ze stolika kawowego- Wiesz ile ten stół kosztował? Zresztą swojego domu nie masz, że znowu siedzisz u mnie?
-Stać Cię na nowy i mam, ale nudziło mi się. To gdzie byleś?-zapytał i ziewnął.
-Odprowadzałem Granger do domu- odpowiedział i sięgnął po szklankę z whisky.
-Ahaaaa i jak było?
-Co jak było?- Draco upił łyk.
-No, czy ją przeleciałeś- zapytał Blaise.
-Ja w przeciwieństwie od Ciebie nie rzucam się na wszystko co się rusza-opadł na swój ulubiony fotel.
-Widziałem jak rozbierałeś ja wzrokiem. Wyglądała zajebiście i nie powiesz mi, że nie przeszło Ci to przez myśl.-
-Zaraz mnie wyprowadzisz z równowagi.- syknął, ale wiedział, że przyjaciel nie da za wygraną powiedział- Tak, spodobała mi się i tak przemknęło mi coś takiego przez myśl, ale wiesz, że ja już nie szukam laski na jeden raz. Zmęczyły mnie te wszystkie tępe idiotki, które myślą, że przez łóżko zrobią karierę.
-Ale nie mów, że żony szukasz.- błagał Blaise.
-Może- dokończył drinka- A może już znalazłem...


***

Witajcie:) Mam nadzieje, że się Wam chociaż trochę spodobało. To mój pierwszy blog i pierwsze opowiadanie, więc czekam na opinie.  Co mogę poprawić?Co Wam się podoba? itd. Czekam na komentarze i licze na szczerość. Bede się starała dodawać rozdziały dwa razy w tyg, ale w ostateczności min raz.






    
      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz